Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obraz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obraz. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2020

Ogród

Siedziałam na tarasie i słuchałam wykładu o sztuce abstrakcyjnej. Namalowałam flamastrami szybki szkic mojego ogrodu.
Spodobał mi się na tyle, ze uszyłam go potem.
Białe tło jest wypikowałam czarnym zygzakiem. Potem niektóre pola pomalowałam farbami do tkanin.
Wielkość quiltu to  55 x 40 cm.

A to obrazek, który był wzorem do uszycia quiltu.
 

 I jeszcze zdjęcie mojego widoku z tarasu: mała łąka kwietna na tle wielkiego dębu.



środa, 11 grudnia 2019

Abstarkcyjnie z kory ugandyjskich drzew czy może "Deszcz w Cisnej"?

Zachwyciła mnie ta kora. Pisałam o niej  tutaj.
Ale napiszę jeszcze raz.
To kora z drzew z Ugandy. Proces jej pozyskiwania jest objęty patronatem UNESCO pod nazwą "Ugandyjska Tkanina z kory".
Materiał składa się z włókien celulozy. Ma niesamowite właściwości. Więcej informacji znajdziecie tutaj https://www.facebook.com/kyambalo
 i tutaj http://www.kyambalo.com. 

Wiele osób pyta mnie, czy można ją kupić. Oczywiście można! Telefonujcie, piszcie maile. Kontakty są podane na stronie www i na Facebooku.

Z kory uszyłam już jeden patchwork, a teraz przyszła kolej na następny. Chciałam w nim pokazać, jakie możliwości daje kora, takie charakterystyczne tylko dla niej.


Obraz ma wymiary 75 x 75 cm. Gdy wrócę z urlopu do domu, to postaram się o jakąś przyzwoitą oprawę obrazka. Może tym razem to będzie drewniana rama?
Gdy zaczynałam szyć ten obraz, to moim zamiarem było uszycie abstrakcji, a gdy go skończyłam, to bardzo mi się kojarzy z "Deszczem w Cisnej". Lubię i Cisną i piosenkę śpiewaną przez Krystynę Prońko. W Cisnej byłam wiele razy. Tylko raz nie padał deszcz, ale to był początek lata.

Jeszcze trochę szczegółów, na których widać korę z bliska.












Tych z Was, których interesuje jak ja to szyję, zapraszam do drugiej części wpisu. Tu pokazuję kroczek po kroczku ja powstawał obraz.

Miałam do dyspozycji takie kawałki kory.





Narysowałam sobie kompozycję na kawałku brązowej bawełny.
I zaczęłam do niej przyszywać różne kawałki kory.
Oczywiście to pikowanie z wolnej ręki.
Zwykle do takiego pikowania używam nici Isacord. Tym razem, wyjątkowo były to nici firmy Ariadna, bo Isacord był za lśniący do matowej kory.
Kawałki najczęściej odrywałam, a nie cięłam, bo w ten sposób można uzyskać bardzo ciekawą strukturę i kolorystykę kory.
I tak kawałeczek po kawałeczku.

 
Na pierwszym obrazku materiał jest trochę pomarszczony, Wynika to z tego, że przyszywałam mokrą korę, bo jest wtedy miękka i łatwiej z niej ułożyć różne kształty. Gdy wyschła, skurczyła się trochę i nieco ściągnęła tkaninę. Nie przejmuję się tym, bo i tak na zakończenie pracy mam zamiar lekko zwilżyć obrazek i naciągnąć go na drewnianą ramkę.

 






Gotowy obrazek przyczepiłam do ściany mojego "domu pracy twórczej".
Słońce trochę świeci na niego przez gałęzie sosen i rysuje dodatkowe, kolorowe plamy.




Następny patchwork już czeka. Też będzie "organiczny", ale zupełnie inny :).

środa, 23 września 2015

Nie je, nie pije, a chodzi i .... szyje?

Rzadko zdarza mi się, żeby uszyć dwie, niemalże identyczne prace, w tak krótkim czasie.
Morski pejzaż pokazałam przed kilkoma dniami, a już jest jego druga wersja.

Moja przyjaciółka razem z kilkoma koleżankami z pracy postanowiły zrobić komuś ciekawy prezent.
"Aniu, masz może coś?". Nie miałam niczego "na zbyciu", bo jakoś ciężko rozstawać mi się z moimi pracami. W dodatku często są świetną ilustracją do tego, czego uczę w Szkole Patchworku.
A z drugiej strony wiecie jak to jest, takie zlecenia nie zdarzają się często. W dodatku miałam absolutnie wolną rękę. Ofiarodawczynie zdały się całkowicie na mój gust. Luksus po prostu.
Wahałam się trochę, bo właściwie siedzę na walizkach przed moją wymarzoną podróżą. Musiałam uszyć coś bardzo szybko.

W pracowni stała wielka torba ścinków z szycia plaży, a ja wiedziałam co uszyłam w niej źle i chciałabym poprawić. I w ten sposób sprawa właściwie przesądziła się sama. Plaża bis!
Powstała w ekspresowym tempie. O 10.00 siadłam do maszyny, a właściwie stanęłam przy stole i zaczęłam komponować obrazek, a o 19.00 patchwork był gotowy do uprania. Dziś suszyłam go suszarką do włosów i przyszywałam tunel do powieszenia.
Przez cały ten czas zachowywałam się jak nasz stary zegar, który zawsze kojarzy mi się z zagadką z dzieciństwa i mną w amoku szyciowym: "nie je, nie pije, a chodzi i bije?". U mnie właściwie zagadka powinna brzmieć: "nie je, nie pije, a chodzi i szyje?" Odpowiedź: Ania Sławińska :).
Na szczęście mój dobry mąż zadbał, żebym nie osłabła, a nawet schował do słoików powidła śliwkowe, które wcześniej zrobiłam w ilości super hurtowej.

Moja nauczycielka malarstwa, Ania Sobierajska, zachęcała mnie na Facebooku, żebym uszyła więcej morskich pejzaży. Nie przypuszczałam Aniu, że to będzie tak szybko.

Plaża 2 jest czterokrotnie mniejsza od pierwszej. Ma wymiary 90 x 40 cm.

Gdyby zdarzyło się trzecie zamówienie nadmorskiego krajobrazu, to wiem co w nim poprawię.
Już po uszyciu poprzedniego pejzażu przyglądałam się chmurom, zarówno tym na żywo, jaki na fotografiach. Podobnie było z falami morskimi, obejrzałam sporo zdjęć. Myślę, że poprawiłam je. Ale został jeszcze piasek, mam ochotę coś w nim zmienić. Może powinnam odwiedzić Międzyzdroje albo Jastrzębią Górę?

Na razie jadę w góry. A Was zostawiam z kolejnym morskim pejzażem.