czwartek, 14 czerwca 2018

Wystawa moich patchworków w Kasztelu Szymbark niedaleko Gorlic

 Z wielką przyjemnością zapraszam Was na wystawę moich patchworków w malowniczym Kasztelu Szymbark niedaleko Gorlic.
Zaczynamy wernisażem 14 lipca o godzinie 18.00. Wystawa potrwa do 6 sierpnia.
Pokażę nowe patchworki, które szyłam specjalnie z myślą o tej wystawie.


Więcej o wystawie przeczytacie na stronie Kasztelu http://muzeum.gorlice.pl/wydarzenia-kulturalne/art/anna-sawiska%20tkanina-artystyczna.





Anna Sławińska – patchwork artystyczny

Patchwork artystyczny to ciekawy gatunek sztuki, niekoniecznie użytkowej, który w Polsce tworzy coraz więcej artystek. Ciągle jeszcze mało znana w Polsce technika patchworku na ogół kojarzy się z narzutami na łóżko, podkładkami pod naczynia, czy poduszkami. Wystawa pokazuje, że może być inaczej.

W lirycznie-geometrycznym świecie quiltów Anny Sławińskiej  króluje kosmos. Są słońca, mgławice, księżyc i wirujące planety. Częścią tego kosmosu jest przyroda – mgliste łąki, bukiety kwiatów i motyle.

Na wystawie zostaną zaprezentowane prace wykonane różnymi technikami.
Są wśród nich klasyczne patchworki, czyli zszyte ze sobą kawałki tkanin, które potem nakłada się na warstwę ociepliny i przyszywa misternymi ściegami. Czasem to tylko jeden kawałek tkaniny pracowicie wypikowany w różne wzory. „Łaciaki” są swoistymi impresjonistycznymi obrazami składającymi się z kilku tysięcy kawałków tkanin w różnych kolorach. I wreszcie najbardziej lubiany przez artystkę nurt quiltu artystycznego, czyli konfetti.  Tysiące drobnych kawałeczków tkanin, uwięzionych pod warstwą tiulu.
Wszystkie obrazy zachwycają feerią barw, różnorodnością technik i innowacyjnym podejściem do szycia artystycznych patchworków.


Zapraszam Was bardzo serdecznie.

piątek, 8 czerwca 2018

"Drzewo kujawskie" będzie na wystawie "Z nici Ariadny" w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi

Dziś dostałam bardzo miły list. Mój quilt "Drzewo kujawskie" został zakwalifikowany na wystawę "Z nici Ariadny", która jest organizowana co trzy lata w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi.


I oficjalne zawiadomienie:

Bardzo się cieszę. Bardzo!
Byłam kilka razy na tej wystawie i nigdy nie widziałam na niej quiltów. Były różne przepiękne hafty, robótki na drutach i szydełkiem, frywolitki... Różne techniki, ale quiltów nie.

Pomyślałam sobie: zaryzykuję. I tak miałam zamiar uszyć podobne drzewo, jako kontynuację mini serii - drzewa inspirowane polskimi haftami ludowymi.
W zeszłym roku powstało "Drzewo wiadomości dobrego" oparte na motywach dolnośląskiego haftu białego. Zdobyło drugą nagrodę w konkursie Stowarzyszenia Polskiego Patchworku.
Mam zamiar uszyć jeszcze jakieś drzewa, bo różnych pięknych polskich haftów mnóstwo, a ja lubię tę robotę.

Haft kujawski jest często robiony na tiulu albo z wykorzystaniem tiulu. Ja chciałam stworzyć quilterską interpretację tego haftu.
Zastosowałam do pikowania dwa rodzaje nici. Kontury kwiatków i liści oraz pień i gałęzie pikowałam nićmi Ariadna Talia o grubości 30, środek kwiatków, imitujący tiul, jest pikowany nićmi Talia o grubości 120.

Tu jest parę roboczych zdjęć z powstawania tego whole cloth quilt.




Na początku tło wypikowałamlotem trzmiela nićmi Ariadny Tytan do podszywarek, grubość 250. Nici świetnie pasowały, ale gdy już miałam sporo pikowania za sobą postanowiłam zmienić wzór, bo lot trzmiela wydał mi się za toporny do delikatnego drzewa. To pikowanie prułam kilka godzin.


 Ostatecznie pikowanie wygląda tak i jest dużo lepsze niż pierwotny pomysł.


I jeszcze w moim ogrodzie z innymi drzewami ;)



 Quilt ma rozmiar 110 x 110 cm. Oczywiście cały jest uszyty nićmi Ariadny.

Zapraszam Wa bardzo serdecznie na wernisaż wystawy "Z nici Ariadny" 29 czerwca 2018 r. o godzinie 13.00 do Centralnego Muzeum Włókiennictwa. Bardzo żałuję, że mnie tam nie będzie, bo kilka miesięcy temu zaplanowałam urlop w tym czasie.

czwartek, 17 maja 2018

Moje pierwsze OBW, czyli jak z darcia pierza powstała narzuta.

Napatrzyłam się na piękne quilty koleżanek i też postanowiłam spróbować. Udało się. 

 

Zaczęło się od wizyty Wandy. Przywiozła rozpoczęty One Block Wonders. A potem przysłała mi książkę na temat szycia kalejdoskopów.
Książka trafiła do Grażyny, która przeczytała ją od deski do deski i swoją wiedzą podzieliła się z kilkunastoma quilterkami, które przyszły na nasze warszawskie kwietniowe spotkanie zwane pieszczotliwie patchworkowym darciem pierza.








Na czym to polega? W największym skrócie: trzeba wyciąć sześć identycznych kawałków wzorzystej tkaniny tak, żeby wzory na każdym kawałku powtarzały się, ułożyć je precyzyjnie jeden na drugim, a następnie z tych sześciu warstw wyciąć trójkąty. Na tych sześciu trójkątach będą oczywiście identyczne wzory. Trójkąty należy zszyć w sześcioboki (początkowo zszywając połówki sześcioboków). Połówki zszywamy w pasy, potem pasy zszywamy ze sobą.
I to cała filozofia.
Potrzebna jest precyzja. Wierzchołki trójkątów powinny "schodzić się" idealnie.

Na nasze spotkanie przyniosłam dwie tkaniny. Ta, z której ostatecznie uszyłam kołdrę była na zapas. Kupiłam ją, bo to takie moje kolory i chciałam mieć coś, gdyby któraś z koleżanek nie przyniosła swojej tkaniny, a chciała szyć OBW.
Gdy wycięłam z niej kilka kawałków, postanowiłam uszyć poduszkę.
Torba z tkaniną, trójkatną linijką (bardzo się przydaje) i nożami leżała nietknięta od naszych zajęć przez dwa tygodnie. Gdy wreszcie zabrałam się za porządki, to pomyślałam, że czas uszyć tę zaczętą poduszkę. Okazało się, że tkaniny mam na kilka poduszek. Pociachałam całą w trójkąty. Pozszywałam trójkąty i zmieniłam zdanie. Uszyję narzutę.
Tak prezentował się top. Bzy już zaczęły przekwitać, ale podobały mi się jako tło do zdjęcia. Kolorystycznie idealnie :)


Narzutę trzeba było trochę powiększyć. Doszyłam cienki pasek w kolorze amarantowym i niebieską bordiurę.
Potem "kanapka" i pikowanie w szwie. Lubię rzadko pikowane narzuty, żeby były miękkie, takie przyjemne do otulania.


Spód narzuty pozszywałam z różnych kawałków tkanin. Takie wykorzystanie resztek jest dla mnie sensem patchworku.



I to już miał być koniec ale... No właśnie.
Już po przyszyciu lamówki (ręcznie podszytej) postanowiłam jednak zagęścić pikowanie. Każdy z trójkątów przepikowałam dodatkowo po jego wysokości. Sześciokąty zostały pikowaniem podzielone na dwunastokąty. Na zdjęciach prawie tego nie widać, bo pikowanie robiłam białym Isacordem.


Nie chciało mi się odpruwać lamówki, bo jej przyszywanie zajęło mi ponad dwie godziny, więc związałam dziesiątki niteczek z tego dodatkowego pikowania i wciągnęłam je do środka. To nie był najlepszy pomysł, bo teraz lamówki jest ciut za dużo i nieco faluje. Ale ja na pewno już nic z nią nie będę robić.
Na koniec jeszcze zdjęcie kwiatów z mojego ogródka kolorystycznie idealnie pasujących do narzuty. 


I czas na wnioski:

  • będę szyć OBW, bo to jest bardzo przyjemne, szybkie i łatwe,
  • do następnego projektu kupię więcej tkaniny. Tutaj miałam trochę ponad 4 metry. Zużyłam niemalże wszystko,
  • o urodzie tego projektu decyduje wzór na tkaninie,
  • lepsza będzie tkanina w większe wzory, z większymi kolorystycznymi plamami,
  • gorzej prezentuje się wzór, który jest na jednolitym tle - u mnie jasnoszarym i białym,
  • przy układaniu trójkątów w sześciokąty będę intensywne kolory umieszczać w środku przyszłego sześciokąta a nie na zewnątrz, czyli nie blisko obwodu,
  • narysuję sobie schemat narzuty przed szyciem,
  • zrobię parzystą liczbę pasów z "półsześciokątów",
  • przed przyszyciem lamówki zostawię sobie cały dzień na zastanawianie, czy już na pewno skończyłam pikowanie ;).


Tak wygląda tkanina, z której uszyję następne OBW:


Wanda, Grażyna i inne quilterki, bardzo Wam dziękuję. Bez Waszego wsparcia i zachęty w życiu nie zabrałabym się dobrowolnie za zszywanie dziubek w dziubek. A teraz jestem bardzo zadowolona z mojej próby.

piątek, 13 kwietnia 2018

Dwieście pięćdziesiąt tysięcy!

Dwieście pięćdziesiąt tysięcy razy odwiedziliście mój blog!

Bardzo Wam dziękuję. Bardzo. Bez Waszej tu obecności nie byłoby tego bloga. Sama dla siebie na pewno bym nic nie napisała, a dzięki Wam mogę czasem (z przyjemnością) zerknąć jak to było.

Zaczęło się siedem lat temu od mojej ulubionej narzuty, którą jeszcze wtedy szyłam. Jej fragment pozował na tarasie domu w Puszczy Kozienickiej. A post nazywał się "Niezapominajki kwiatki z bajki"
Skończyłam po kilku miesiącach.


Napisałam przez ten czas 202 posty.
Najwięcej odsłon miał post "Mgławica Trójlistna Koniczyna" - ponad 3900. I prawie osiemdziesiąt komentarzy.


Minęły dwa lata. Wnuczkę dalej rozsadza kosmiczna energia, a ja tak sobie marzę po cichutku, że może ona albo jej brat zaczną szyć ze mną patchworki? Na pewno Wam o tym napiszę.

środa, 4 kwietnia 2018

Wiatr pod lasem

Wieje. I to nawet nieźle. Ale wiosenny. A ja uszyłam jesienny "Wiatr pod lasem".
Pora roku na taką publikację jest co najmniej niestosowna, ale ja nie wytrzymam do jesieni. Już i tak długo czekał na pokazanie Wam go. Chyba ze trzy tygodnie.

Przygotowuję się do letniej wystawy moich patchworków w Ośrodku Konferencyjno-Wystawienniczym "Kasztel Szymbark" niedaleko Gorlic. Wystawa rozpocznie się 13 lipca 2018 r. Mam nadzieję, że "Wiatr pod lasem" będzie na niej.

Ten quilt jest uszyty metodą stitch and slash. Ma 100 x 100 cm. Szyłam go z różnych rodzajów tkanin.
A jak to robiłam opowiadam na krótkim filmiku, który zrobiliśmy razem z mężem klik.






sobota, 31 marca 2018

Wielka_nocna łąka

Od początku wiedziałam, że to będzie "nocna" łąka.
Od początku chciałam, żeby miała takie same rozmiary, jak ostatnio szyte przez mnie quilty, czyli około 100 x 100 cm.  A więc miała być "wielka". Największa z wszystkich uszytych przeze mnie łąk.
To, że wszystko dzieje się tuż przed Wielkanocą nie jest chyba przypadkiem.
Wszystkie okoliczności zadecydowały o jej nazwie Wielka_nocna łąka.

Jak powstawała? Od dawna chciałam uszyć dwie wersje łąki: nocną - granatową i śnieżną - białą.
Ta biała chodzi za mną i chodzi, ale nie wiem jak zabrać się do tego projektu. Nazbierałam już mnóstwo zdjęć - inspiracji, układam sobie w głowie projekty ale ciągle jest jakieś "ale". Od kilku dni moja pracownia jest pokryta grubą warstwą białych tkanin, takich lekko ecru, lekko szarych... i nic... dalej nie wiem.

A nocna łąka wykluła się szybko. Zobaczyłam obraz w kolorach, których zestawienie bardzo lubię: granatowym, białym i bardzo jasnej zieleni wpadającej w żółty. Wiedziałam, że "to jest to"!
Wiedziałam też, że mają być kontrastowe zestawienia miękkiego, głębokiego i eleganckiego aksamitu z połyskliwą i trochę jarmarczną organzą.
Ten quilt uszyłam metodą konfetti. Układanie obrazu poszło mi bardzo szybko. Jakoś tak bez zastanowienia, bez analizowania i zmian.
Z szyciem już nie było tak lekko. Musiałam wypikować quilt dość gęsto. Zależało mi, żeby miejsca bez pikowania były wypukłe. Z niektórych nawet wycięłam tiul.




Ostatecznie quilt ma wymiary 110 x 110 cm. Duży jest.
Podczas szycia nakręciliśmy krótki film klik.

O białej łące ciągle myślę ;)

wtorek, 20 marca 2018

Jak powstawała mapa Warszawy?

To już moja kolejna mapa.
Była już Warszawa, Wilanów i mała wieś w okolicach zapory w Dębem. Uszyłam też fragment mapy Warszawy jako tło do logo szkoły "Warszawa szyje".
Ta mapa jest prezentem dla warszawiaków mieszkających od dawna w Paryżu.



Podczas szycia tej mapy nagrałam kilka krótkich filmików. Połączyłam je w jeden film i razem trwają około 20 minut. Mogą być interesujące dla wszystkich, którzy chcieliby kiedyś skorzystać z mojej metody szycia map.

A pozostałych zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z powstawania mapy.








Jeżeli chcecie nauczyć się szyć takie mapy, to zapraszam Was na szkolenie w Szkole Patchworku w maju.

Prowadzę ten blog już kilka lat.  To mój dwusetny post. Dziękuję, że zaglądacie tu do mnie.

poniedziałek, 26 lutego 2018

Parawan inspirowany obrazem

Od dawna zachwycałam się obrazem Janusza Osickiego, który wisi w mieszkaniu mojej przyjaciółki. A moja przyjaciółka od dawna chciała mieć parawan.

Zanim zrobiła piękny drewniany stelaż, ja zaczęłam przyzwyczajać się do myśli, że mam uszyć patchworkowe wypełnienie tego stelaża. To było mniej więcej pół roku temu.
Od początku zaproponowałam przyjaciółce, że uszyję parawan nawiązujący do obrazu "Relief", który wisi nad kanapą w pokoju, w którym miał stać parawan.
Okazało się będą dwa niezależne przęsła i będą stać w różnych miejscach pokoju.
Tutaj razem pozują do zdjęcia.


 I z drugiej strony...


 A tu jeden z nich będzie zasłaniał część pokoju


Wybrałam tkaniny, które pasowały mi do projektu i wstępnie je ułożyłam. Kolory szmatek i nici dostosowałam do tych występujących na obrazie i w mieszkaniu przyjaciółki.


 Wiedziałam już, co chcę uszyć, ale nie miałam pojęcia jak to zrobić. Teraz zaczęła się najciekawsza i najtrudniejsza część projektu.

Zrobiłam sobie takie założenia:
- parawany mają się prezentować dobrze z z obu stron, bo będą oglądane ze swojej prawej i lewej strony,
- maja być lekko przezroczyste, bo pokój, w którym stoją ma kilka okien i zawsze ogląda się je trochę pod światło,
- tkanina ma być równa, naprężona, bez fal.

Mniej więcej w tym czasie nauczyłam się szyć techniką bobin work. W skrócie: gruba nitka w bębenku, na górze cienka nitka, szyjemy po lewej stronie robótki. Więcej o tej technice napisałam tutaj. Ta technika świetnie nadaje się do szycia parawanu, bo daje "dwustronny" efekt.
Ale jak połączyć wiele kawałków tkanin, wypikować je, nie dać ociepliny i spowodować, żeby to wszystko nie falowało?

Wpadłam na pomysł, żeby bazą parawanu była flizelina hafciarska. Wszystkie szmatki naklejałam na flizelinę dwustronnie przylepną i przyklejałam żelazkiem z obu stron flizeliny-bazy. Starałam się, żeby kawałki tkanin były prostokątne i przyklejone równolegle i prostopadle do krawędzi parawanu. Chciałam wprowadzić pewien ład.

Potem zaczęło się przyszywanie łatek. Wszystkie są przyszyte wzdłuż brzegu. Korzystałam ze stopki z górnym transportem. W bębenku były różne nici: mulina, kordonek a nawet włóczka.
Po przyszyciu wszystkich części zaczęłam wyszywać wzory. To już robiłam "z wolnej ręki". Klasyczne pikowanie. Wymyślałam i szyłam różne "znaczki", które są rodzinnymi szyframi.
Technika, z której korzystałam powoduje, że grube nici "wystają" z powierzchni tkaniny, co znakomicie koresponduje z reliefowym obrazem.

Sporo roboty miałam z wciąganiem nitek. Nie dość, że trzeba było je schować, to jeszcze tak, żeby schowanych końcówek nie było widać pod światło.

Każda tkanina ma wielkość 220 x 50 cm. 




Pozostało jeszcze wykończenie - to prosta lamówka, ale składająca się z tkanin w różnych kolorach. Przyszyta ręcznie.


Na górze tkaniny mają tunel, przez który przełożona jest listewka z parawanu. Na dole też jest tunel, ale brzeg jest przypięty na rzep. Zapięcia zrobiłam tak, że można zamienić tkaniny na przęsłach, mimo, że przęsła mają różne wysokości.

Jeden kawałek parawanu wisiał na mojej ostatniej wystawie. W sobotę spotkały się razem.

A to główny bohater całej tej historii. Obraz Janusza Osickiego "Relief"


Jestem bardzo zadowolona z tego projektu. Sposób szycia wymyśliłam od początku do końca. Najważniejsze, że parawany podobają się przyjaciółce.



piątek, 23 lutego 2018

Patchworkowe darcie pierza biało-czerwonego.

Wczoraj spotkałyśmy się znowu w Warszawie, żeby porozmawiać o patchworkach. Tym razem głównym tematem spotkania były patchworki dwukolorowe.
Przygotowujemy się do konkursu ogłoszonego przez Stowarzyszenie Polskiego Patchworku z okazji setnej rocznicy niepodległości Polski. Konkurs ma Nazwę "Biało-czerwona" i polega na uszyciu patchworku w tych dwóch kolorach. Są dwie kategorie. Prace trzeba zgłaszać do 2 września. Więcej o konkursie przeczytacie tutaj klik. A tutaj znajdziecie regulamin konkursu.

Zaczęłyśmy jednak od szycia ptaszków i myszek.


Hania, krok po kroku, pokazywała nam, jak szyje się te maleństwa. Były wykroje i instrukcja szycia.


Oczywiście przyniosłyśmy swoje ostatnie patchworki i rozmawiałyśmy o sposobach ich szycia.


To narzuta, którą uszyły członkinie Stowarzyszenia na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Przeplatanki, które powstały po naszym ostatnim spotkaniu.
To chyba Asi?


I takie, które dzielnie sprawują się już od kilku lat. To przeplatanka Grażyny.


I jej nowe "Wybuchy na słońcu".


Magda przyniosła kogutki uszyte metodą aplikacji wymiennej.


i kartkę świąteczną z króliczkami


a Grażyna morską kołderkę dla malucha


i makatkę walentynkową


Asia opowiedziała nam, jak szyła patchwork zgłoszony na konkurs "Raz na ludowo"



A ja pokazałam prezentację na temat patchworków dwukolorowych.


Na 50 slajdach zebrałam różne sposoby szycia takich patchworków. O niektórych mówiłyśmy sobie dość szczegółowo, a o innych tylko wspomniałam.




Ania z Grażyną pracowicie rozgryzały plecionki skośne.


Ania podziwiała nowiusieńki, skończony dzień wcześniej,  żakiet Tatiany, uszyty oczywiście metodą aplikacji odwróconej.


 A Magda studiowała też nowe logo "Warszawa szyje"


Były ciekawe książki...


i pyszne ciasta, które nie trafiły na zdjęcia.

A jeżeli chcecie zobaczyć jeszcze więcej zdjęć z naszego spotkania, to zapraszam Was tu klik

Pod koniec ustaliłyśmy sobie terminy spotkań aż do połowy wakacji.
Następne "darcia pierza" będą:
22 marca
26 kwietnia
24 maja
21 czerwca
26 lipca.
Zaplanujcie sobie zajęcia tak, żebyście mogły przyjść na nasze spotkania.

Ustaliłyśmy też temat następnego spotkania. Lenka podpowiedziała nam fajny sposób szycia. To będzie fractured quilt. Tak wygląda quilt uszyty kiedyś w ten sposób przez Lenkę klik.


Dziewczyny kochane, dziękuję, że przyszłyście. Fajnie się z Wami spotykać. Do następnego spotkania :)