środa, 5 września 2018

Mapa Benalmadeny


Przyjechałam dzisiaj do Benalmadeny na wystawę patchworków organizowaną przez hiszpańską grupę Lucky Qilters International (klik). Będę jedną z ośmiu quilterek z całej Europy prezentujących swoje osiągnięcia.
Nie zdążyłam jeszcze naprawdę poznać Benalmadeny. Jesteśmy tu zaledwie kilka godzin.
Ale i tak czuję się jak u siebie w domu, bo przez wiele, wiele dni jeździłam palcem po mapie i igłą po kanapce.
Uszyłam mapę Benalmadena. W prezencie dla organizatorów.
Nie pokazywałam jej wcześniej, bo nie chciałam psuć niespodzianki. Teraz już mogę.
 






Mapa jest spora, 125 x 75 cm.
Dość dokładnie odzwierciedla wszystkie ulice, a właściwie krawężniki. Szyłam ją na podstawie prawdziwej mapy. Zgadzają się też duże skupiska zieleni. Trochę gorzej już jest z domami, to bardziej moja wizja artystyczna niż rzeczywista rzeczywistość. Żeby stuprocentowo prawdziwie, to domy powinny być chyba wielkości kropek na biedronce.
Wypikowałam góry na górze i morze na dole. A po bokach dalszy ciąg Costa del sol, czyli coś, co ma przypominać budynki.
Budynki, zieleń i inne małe elementy przyszywałam przezroczystymi nićmi, reszta jest wypikowana Isacordem.
Tkaniny są bawełniane. Ze sklepu „Kiltowo”. Pomagała mi je wybrać Ela Zeman, która była w tych okolicach. Elu, dzięki za konsultacje kolorystyczne. 

W piątek mapa zostanie oceniona przez publiczność. Mam tremę.
Na koniec jeszcze prawdziwy widok z naszego okna. Widać trochę morza, z tyłu są góry. Ładnie jest.
 


poniedziałek, 3 września 2018

Mgławica spiralna

To quilt inspirowany zdjęciami kosmosu.

Wikipedia tak pisze o "mgławicy spiralnej":

Mgławica spiralna jest w astronomii pojęciem historycznym, używanym krótko pod koniec XIX i na początku XX wieku. Nazywano tak galaktyki spiralne – ich obserwacje oraz badania ich widm ujawniały cechy umykające pojęciu mgławicy. Jednocześnie, nie znano wówczas terminu galaktyki gdyż sądzono, że cały wszechświat zawiera się wyłącznie w Drodze Mlecznej.
Pojęcie mgławicy spiralnej używano jeszcze w latach 40. poprzedniego stulecia. 

Mnie fascynują wszystkie takie zakręcone twory: ślimaki, fraktale, wiry, a nawet sprężynki w zegarku. I dlatego uszyłam sobie kolejną mgławicę. Trochę prawdziwą, a trochę nie.


Wielkość: 110 x 110 cm
Technika: konfetti
Pikowanie: z wolnej ręki,wzór "kamienie"
Tiul: czarny i biały
Tkaniny: bawełniane.
Ładniepasuje do "Mgławica Trójlistna Koniczyna" klik

Wietrzenie magazynów zamiast "Kosmosu spod igły"

Jeszcze nigdy nie napisałam takiego długiego postu. Ale też nigdy historia wystawy nie była taka długa.

Niedawno miałam wystawę patchworków w Kasztelu Szymbark pod Gorlicami.
Zawsze sama zabieram patchworki po wystawach ale tym razem było trochę za daleko. Umówiliśmy się z organizatorami wystawy, że spakują patchworki i odeślą je do mnie.
Tak też zrobili.

Gdy minął tydzień od ich wysłania, a ja ich ciągle nie mam, to zaczynam się niepokoić.
Paczki zostały wysłane Pocztą Polską. Była opcja śledzenia przesyłek. Moę zobaczyć, że po dwóch dniach od wysyłki trafiły do Węzła Eksedycyjno-Rozdzielczego (WER) Poczty Polskiej na ul. Łączyny w Warszawie. I leżą tam sobie.

Dni mijają. Paczki dalej tkwią w WERze.
Powoli zaczyna się zbliżać termin mojej kolejnej wystawy w Falenicy. Wymyśliłam sobie, że zatytułuję ją "Kosmos spod igły". Miałam zamiar pokazać na niej niemalże wszystkie patchworki, które były na poprzedniej wystawie.

Pracownicy Kasztelu Szymbark i ja próbujemy się dodzwonić do kogokolwiek z Poczty Polskiej, żeby dowiedzieć się o losy paczek.
Na próżno.
Wszystkie telefony milczą.
Jadę do dwóch urzędów pocztowych. Przemiłe panie obdzwaniają swoje koleżanki, które mogłyby mi pomóc i.... I niestety nic.

Mój każdy dzień zaczynam od uruchomienia komputera i włączenia stron ze "śledzeniem" dwóch paczek. Codziennie otwieram bramę na naszą posesję, żeby kurier mógł łatwo wjechać. Gdy tylko przechodzę obok kompa, odświeżam stronę z informacją o paczkach z nadzieją, że może coś się zmieniło. Ciągle odczytuję te same wiadomości: paczki trafiły do WER 15 sierpnia o godzinie 23.

Nic się nie zmienia.
Ja tylko jestem coraz bardziej nerwowa.
Przecież zaraz mam jechać do Hiszpanii, gdzie zostałam zaproszona na wystawę quilterską w charakterze "gwiazdy" z Polski.

Ja nie bardzo lubię publicznie pisać o moich prywatnych sprawach. Blogi, Facebook, Instagram - to wszystko są działania "okołopatchworkowe".
Tym razem pękam.
Po tygodniu bezskutecznego szukania patchworków, naprawdę bardzo zdesperowana, piszę na Facebooku: POMOCY!

I ta pomoc znajduje się po paru godzinach. Koleżanka koleżanki pracuje w Poczcie Polskiej. Zna "wszystkich świętych". Przejmuje się moją niedolą. Daje telefon i adres mailowy ważnej osoby.
Opisuję tej osobie moją trudną sytuację. Reakcja jest natychmiastowa. Szukamy, damy pani znać, jak znajdziemy.

Jest piątek, 24 sierpnia.
Zaplanowana wystawa w niedzielę.
Czyli całe dwa dni.
I moja nadzieja: znajdą! Na pewno znajdą. Przecież szef WER jest za to odpowiedzialny osobiście, dyrektor nadzoruje. Moje sprawy są w dobrych rękach.

Na Facebooku znajduje się kilkadziesiąt innych osób, które reagują na moją prośbę.
Piszą:
- tu masz adres mailowy - złóż skargę
- zadzwoń tutaj...
- mój brat jest kierownikiem urzędu pocztowego - dzwoń do niego...
- rzecznik prasowy poczty - telefon, adres...
- urząd komunikacji elektronicznej...
- może federacja konsumentów
- jedź na WER, tu jest telefon... - mnie pomogli.
Jestem wzruszona tym odzewem. Mam tylu dobrych ludzi wokół siebie!!! Niesamowite.
Piszę, telefonuję, wysyłam skargi.
Wierzę, że się uda.

W piątek koło godziny 18 dostaję telefon od kierownika WER: ja kończę pracę, ale WER stoi na rzęsach i szukają pani paczek. Dadzą znać, jak znajdą.
Cisza...

W sobotę rano nie mogę się dodzwonić do WER.
Paczek nie ma. Wystawa jutro.
Trzeba uruchomić plan B.
Na początku mam ochotę postawić na sztaludze logo Poczty Polskiej, a obok najbrzydszy pogrzebowy wieniec, jaki uda mi się kupić.
Wystawa jest w kościele, ta scenografia byłaby na miejscu.
Mało dowcipny ten dowcip.

Na razie moją złość, a może nawet wściekłość, staram się przełożyć na działanie.
Wiszę na telefonie i ustalam, kto może mi pożyczyć patchworki na wystawę.
Mąż wsiada w samochód i jeździ po Warszawie.
Zbieramy co się da.
Trochę mam w domu. Ale raczej takie mniejsze, a miał być wspaniały kosmos: Mgławica Trójlistna Koniczyna, Szalejące Planety, Żółty wir, Czerwone szaleństwo... ech...

Ciągle jeszcze mam nadzieję, że paczki zaraz się znajdą.
"Śledzenie" paczek w komputerze włączone, brama otwarta.
I nic się nie zmienia.

Jest mi strasznie głupio przed Falenickim Towarzystwem Kulturalnym i przed potencjalnymi gośćmi mojej wystawy.
Z paniami z FTK już pewnie z pół roku temu ustaliłyśmy, jak będzie wyglądać moja wystawa.
Że będzie jednym z elementów ich świetnej akcji "Zszywanie Wawra" wymyślonej z okazji 100 lecia niepodległości Polski.
Ustaliłyśmy, że na wystawie pokażę moją "Mgławicę". FTK zrobiło pocztówki ze zdjęciem tej mgławicy i krótką informacją o mnie.
Pokazywało mgławicę na swojej stronie www. To był wiodący element całej wystawy.
A "wiodący element" leży ciągle w magazynach Poczty Polskiej.

Mijają kolejne niedzielne godziny...
Pakujemy wszystkie zebrane patchworki. Jedziemy do Falenicy.
Ja ciągle wierzę w cud.
Ale cudu nie ma.

Zamiast "Kosmosu spod igły" jest "wietrzenie magazynów".
I to dzięki moim przyjaciołom. Bardzo Wam dziękuję.

Zwykle przed moimi wystawami, a tych indywidualnych było już 9, wysyłam maile o wystawie do listy mailingowej szkoły patchworku, którą prowadzę. Jest na niej około 600 osób.
Oprócz tego informuję o wystawach moje koleżanki i kolegów. To następne kilkadziesiąt osób.
Na wernisaże przychodzi nawet 150 osób.
Teraz milczę jak zaklęta.
Po co mam zapraszać? Żeby zobaczyli to, co już widzieli na poprzednich wystawach?
Ja się po prostu wstydzę, że wszystko wyszło nie tak.

Wystawa w kościele Najświętszego Serca Jezusowego w Falenicy towarzyszy koncertowi. To cały cykl letnich koncertów. Koncerty i wystawy są zapowiadane już od czerwca.

Mam ogromną ochotę podczas wernisażu opowiedzieć o moich przejściach i o tym, że ta wystawa jest zamiast. 
Ale znowu wstydzę się, że zawiodłam.
Nic nie wspominam publicznie o perypetiach. Tylko organizatorzy, moje koleżanki i rodzina wiedzą o moich przejściach.

Wystawa podoba się. Różnorodność technik i pomysłów.
Cieszę się, że moje patchworkowe koleżanki dotarły do Falenicy, na samiutki koniec Warszawy.
To specjalnie dla nich przygotowałam niespodziankę.
Pokazuję trzy patchworki, które niedawno uszyłam.
Wśród nich mapę Benalmadena. To miejscowość, do której jadę za dwa dni na wystawę quilterską (klik).
To jest tajna część wystawy.
Dziewczyny są bardzo miłe i stwierdzają, że nigdy wcześniej nie widziały moich "odkopaczek".

A ja?
Ja myślę sobie ciągle: szkoda, że nie ma tego, co naprawdę miało być. Spójnego przekazu.
Kilkugodzinna, "okołokoncertowa" wystawa jest bardzo miła.
Opowiadam, jak szyłam. Mogłabym tak godzinami.
Mam nadzieję, że kiedyś pokażę tej publiczności to, co miało być pokazane.

Wracamy do domu. W niedzielę wieczorem, to na pewno nic się nie zmieni. Ale i tak oczywiście zaglądam do "śledzenia" paczek.
Nic nowego. Paczki są w WER.
Może w poniedziałek ?
Jest mi bardzo, bardzo smutno.
Mąż dzielnie znosi moje rozhuśtane nerwy.

Jak te paczki się nie znajdą, to nie mamy po co  jechać do Hiszpanii.
Bilety kupione w grudniu zeszłego roku.
Uszyłam specjalne patchworki na tę wystawę (oczywiście są na poczcie!).
Jestem jedną z 8 uczestniczek z całej Europy (klik). Znowu cała komunikacja marketingowa jest wokół Mgławicy, a ona jest w WER.
Nie ma po co jechać.
Tym razem nie wezmę ze sobą wietrzenia magazynów.
Spaliłabym się ze wstydu.
Tyle marzeń, przygotowań, godziny rozmów z organizatorami. I to niepotrzebnie?

To jeszcze nie wszystko.
Wystawie towarzyszy szycie powłoczek na poduszki w kształcie serca, które są pomocne w rehabilitacji kobiet po mastektomii (klik). To akcja stowarzyszenia Kolner Herzkissen (klik). Powłoczki mam zawieźć do Hiszpanii i tam przekazać niemieckiemu stowarzyszeniu. A wcześniej mają być pokazane na wystawie.
W akcję szycia powłoczek wciągnęłam koleżanki z całej Polski.
Uszyłyśmy prawie 50 powłoczek.
Wygląda na to, że zawiodę dziewczyny, nie zawiozę powłoczek...

Ciężko mi z tym wszystkim.
Mam kolejną bezsenną noc.
Na szczęście rzuciłam się na szycie kolejnego quiltu "Mgławicy spiralnej".
Muszę czymś zająć głowę i ręce, żeby nie myśleć o węzłach, ekspedycjach i rozdziałach paczek.

Jest jeszcze jedna wystawa, która czeka na moje patchworki uwięzione w magazynach PP.
To Biennale Tkaniny Artystycznej TKAN ART w Skierniewicach (klik).
Dwa lata temu na poprzednim biennale zdobyłam nagrodę publiczności. Spodobał się mój "Tajemniczy ogród".
Tym razem chciałam pokazać dwa z uwięzionych patchworków. Mam je dowieźć niebawem. Przed 5 września. Ale ja ich nie mam!

Mówię sobie tak: Aniu, spokojnie...
Ale jakiś diabeł w środku szepce: czy Ty w ogóle odzyskasz te obrazy? Przecież gdyby były, to już by je znaleziono!

Teraz priorytetem jest wystawa w Hiszpanii. Nie jechać? Zawieść organizatorów? Ja tak nie lubię.
Powstaje kolejny plan B. Teraz hiszpański.
Tym razem muszę sięgnąć do zasobów moich klientów.
Potrzebuję 10 patchworków.
Mam 2, jeden kończę szyć.
Znowu telefony, ustalenia.
Pomożecie? Pomożemy! Jak u Gierka.

Wszystko fajnie, tylko ja miałam na ten czas zupełnie inne plany.
To jest tydzień dla mojej wnuczki.
Zaplanowałyśmy go pół roku wcześniej.
Na szczęście wnuczka  jest mała i nie pamięta, jakie atrakcje jej obiecałam.
Zamiast zajmować się solidnie dzieckiem, jestem głową przy moim niepowodzeniu.

Został jeszcze jeden wątek - zdrowotny. Pominę go. Nudny jest chociaż długi.

Przychodzą listy z odpowiedziami na moje skargi. A paczek nie ma.

W końcu we wtorek późnym popołudniem dostaję dwa telefony z Poczty Polskiej.
Oba z przeprosinami i informacją: są!!! Na poczcie w Błoniu.
Natychmiast wsiadam w samochód i pędzę na tę pocztę, żeby przypadkiem i przez pomyłkę nie wyjechały stamtąd.
Są naprawdę.
Nawet nie bardzo mi przeszkadza, że przez poszarpaną folię wygląda moja ukochana mgławica.

I tak skończyła się się historia z paczkami.
Niestety przyćmiła mi radość z wystawy.
Gdyby nie ona, post wyglądałby tak:

W poprzednią niedzielę miałam bardzo sympatyczną wystawę patchworków "Kosmos spod igły", towarzyszącą koncertowi muzyki chrześcijańskiej w wykonania  Jakuba Michała Hutka – śpiew i Małgorzaty Lemańskiej – fortepian. 
Pokazałam trochę starych patchworków, ale też nowe, które uszyłam specjalnie na tę wystawę.
Falenickie Towarzystwo Kulturalne zaprosiło mnie do pokazania moich patchworków w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Widziałam kilka takich wystaw patchworkowych w Alzacji (klik) podczas festiwalu quilterskiego cztery lata temu. Bardzo mi się podobało wykorzystanie wnętrz kościołów na pokazywanie quiltów.
W Polsce jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką wystawą.

Jestem pod wrażeniem, jak ta falenicka wystawa została znakomicie zorganizowana.
Oświetlenie, koncert. Niezwykłe wrażenia. Bardzo dziękuję paniom z FTK.









 
Dodatkową atrakcją wystawy były prace uszyte przez mieszkańców Falenicy w ramach akcji "Zszywanie Wawra". Jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądać cała uszyta mapa Wawra. Ja też coś uszyję. Zajrzyjcie tutaj (klik), bo to bardzo ciekawa inicjatywa.  


Namawiam Was na organizowanie takich wystaw w kościołach. Warto :).
Dziękuję panu Zbigniewowi Wizimirskiemu za możliwość pokazania zdjęć jego autorstwa. Całą galerię zdjęć z koncertu i wystawy możecie zobaczyć tutaj klik
Bardzo dziękuję moim gościom, że przyjechali na koniec Warszawy. 

Do zobaczenia na następnej wystawie. 

To byłby bardzo ładny koniec tej historii.
Ale będzie inny - reklamacja. Bardzo mi się nie chce jej pisać, ale te przejścia zajęły mi mnóstwo czasu i kosztowały za dużo nerwów.
Mam nadzieję, że już nigdy nie będę tu opisywać takich horrorów.


wtorek, 21 sierpnia 2018

Biała (?) łąka

Zaczęłam ją szyć w środku zimy. A myślałam o niej i układałam sobie w głowie jeszcze dłużej.
W końcu powstała mniej więcej przed miesiącem, ale czekała na wyrównanie, lamówki i tunele. Pokazała się w pełnej okazałości, żeby zniknąć w ciągu pół godziny. Jest w podróży, a za kilka dni będzie u nowej właścicielki.
Od początku miała być biała. Ale czy jest? No powiedzmy, że najbielsza z wszystkich uszytych do tej pory.

Chciałam, żeby przypominała suche badyle na ośnieżonym polu. Gdzieś tak pod miedzą.


A jak powstawała?
Początkowo miała być kwadratowa, ale horyzont zrobiłam w połowie obrazka, a to nie jest dobry pomysł. Ucięłam ją trochę :)


 Tak wygląda z tyłu. Prawie jak rzeźba :)


Jest uszyta moją ulubioną techniką konfetti. Głównie z bawełny. Ma wymiary 115 x 85 cm.

sobota, 21 lipca 2018

Mokotów czterdziestolatków

Jak ja lubię szyć mapy!!! Bardzo :). Ta była wyjątkowa. Jest wyjątkowa.

Asia wymyśliła świetny prezent na czterdzieste urodziny Marka: mapa Mokotowa z zaznaczonymi na niej skupiskami czterdziestolatków. Zebrała dane. Wydrukowała mapę w odpowiedniej skali. A właściwie dwie mapy. Jedną mapę Mokotowa, z zaznaczonymi ulicami, a drugą mapę pokazującą, gdzie na Mokotowie mieszkają czterdziestolatkowie.

Jak szyłam ten wyjątkowy prezent?
Zaczęłam oczywiście od odpowiednich tkanin. Miałam kłopot z granatowym kolorem. Taki, który podobał mi się najbardziej był niestety bawełnianą satyną. Nie lubię z niej szyć, jest miękka, źle się stębnuje. Nie miałam jednak wyjścia. Żeby poprawić sobie komfort szycia, ukrochmaliłam ją. Nie na wiele się to zdało.
Zrobiłam patchworkową "kanapkę" i na wierzchu przypięłam do niej szpilkami mapę Mokotowa.


Przez papier wypikowałam wszystkie ulice.



A potem wyrywałam fragmenty papieru i na ich miejsce wklejałam kawałki zielonej i niebieskiej tkaniny.


Kawałek po kawałku....


aż całkowicie pozbyłam się papierków...


Przykleiłam Wisłę, ulice podmalowałam czarnym flamastrem do tkanin.
Teraz przyszedł czas na czterdziestolatków. Ich skupiska zostały oznaczone kółeczkami (o średnicy 13 mm!!!) jaśniejszymi, średnimi i ciemnoróżowymi.
Wycięłam je ploterem Brothera. A potem przyklejałam klejem do tkanin w odpowiednich miejscach i przyszywałam z wolnej ręki. Żmudna robota.


Kroczek po kroczku... Kółeczko po kółeczku...




Gdy położyłam mapę na trawie przyszła oczywiście kontrola jakości.


Zostało jeszcze pikowanie tła. Moje ulubione. Linijka przy linijce. I ręczne wyhaftowanie granicy Mokotowa.
Na końcu przyszyłam jeszcze białe i niebieskie kwadraty, które wskazywały miejsca pracy i mieszkania Marka.




Została jeszcze "legenda" przyszyta z lewej strony.


Lamówka, dwa tunele.
I już ;)
Mapa jest spora. 120 x 80 cm.
Prezent bardzo się spodobał Markowi.

Szyjemy powłoczki na poduszki dla kobiet po mastektomii na warszawskim "patchworkowym darciu pierza".

Zapraszam Was na comiesięczne spotkanie miłośników patchworku w Warszawie, 26 lipca od godziny 17 do 21.
Tym razem zapraszam Was na szycia patchworkowych poszewek na poduszki w kształcie serca.
Poszewki zostaną przekazane na rzecz stowarzyszenia „Kölner Herzkissen eV” w Kolonii, w Niemczech (klik). Stowarzyszenie wspiera rehabilitację kobiet, które przeszły mastektomię z powodu raka piersi.
Wcześniej patchworkowe poszewki zostaną pokazane na wystawie patchworków organizowanych przez Lucky Quilters International w parku La Paloma w miejscowości Benalmadena niedaleko Malagi w Hiszpanii. Wystawa będzie 8 i 9 września 2018 r.
Pomysł na poduszkę sercową sprowadziła do Europy duńska pielęgniarka Nancy Friis-Jensen. Poduszka została zaprojektowana z wyjątkowo długimi uszami, dzięki czemu można ją umieścić pod pachą, aby złagodzić ból po chirurgicznym nacięciu i napięciu. Pomaga zmniejszyć obrzęk limfy pod pachą. Może być używana pod pasem bezpieczeństwa podczas jazdy, aby zapobiec przypadkowym uderzeniom i naciskom.
Więcej informacjo o tej akcji jest tutaj.
Tam też znajdziecie zdjęcia poduszek. 
To jest zdjęcie skopiowane z tej strony, autorstwa Madina Abdrashitova



Wielkość takiej poduszki to mniej więcej 43 x 46 cm. Dokładny szablon przyniosę na zajęcia.
Mam też trochę tkanin, ale gdyby któraś z Was chciała przynieść swoje tkaniny, to oczywiście chętnie je przyjmiemy. Najlepsze będą oczywiście tkaniny bawełniane.
Jeżeli spodoba się Wam to szycie, to w przyszłości skontaktujemy się z Polkami, które przeszły mastektomię, żeby uszyć dla nich podobne poduszki.
Spotykamy się w lokalu szkoły "Warszawa szyje". Adres i mapkę oraz wskazówki jak trafić znajdziecie na stronie http://szkolapatchworku.pl/index.php/informacje.
Wiem, że wśród nas jest dużo Anek, Grażyn i Mirek. Akurat w tym dniu są ich imieniny. Może to dobra okazja, żeby zrobić prezent innym kobietom? Zapraszam Was serdecznie.


Tekst, który jest wyżej, umieściłam dzisiaj na Facebooku. Kilka osób nie może dotrzeć na nasze spotkanie i dla nich jest ta instrukcja czyli:

JAK W DOMU USZYĆ POSZEWKĘ NA PODUSZKĘ  W KSZTAŁCIE SERCA.


1. To jest forma ćwiartki poszewki.
Pobierzcie stąd wykroje trzech części poszewki klik.
Wydrukujcie je (każda część mieści się na kartce A4) i sklejcie ze sobą.  Dodajcie zapasy na szew. Przy drukowaniu pliku pdf pamiętajcie, żeby we właściwościach drukarki ustawić "faktyczny rozmiar". Sprawdźcie czy Wasza forma ma dobre wymiary :).
2. Jedna strona poszewki powinna być z jednego kawałka tkaniny bawełnianej.
3. Druga strona poszewki może być uszyta jako patchwork. Top szyjemy dowolną techniką. Pamiętajcie tylko, że poduszka będzie noszona pod pachą. Top ma być miły w dotyku i nie zawierać wystających części (koraliki, guziki), które mogłyby uwierać.
Zróbcie dwuwarstwową kanapkę: jedna warstwa to top składający się z różnych kawałków pozszywanych tkanin. Druga warstwa jest z tkaniny bawełnianej (płótno, bawełniana surówka, flanela... co tam macie w domu). Zszyjcie obie warstwy poprzez pikowanie (w szwie albo jakieś inne). Nie dajemy do środka ociepliny, chyba, że jakąś bardzo cienką.
4. Obszyjcie obie części poszewki zygzakiem.
5. Zszyjcie obie części ze sobą zostawiając otwór około 10 cm na włożenie wypełnienia poduszki. Wypełnienia będzie wkładać fundacja, której przekażemy poszewki.
6. Zróbcie poszewce zdjęcia dobrej jakości. Zróbcie sobie zdjęcie :). Wszystkie zdjęcia przyślijcie do mnie na adres slawinska@ora.pl. 

7. Przyślijcie do mnie poszewki pocztą albo kurierem. Muszę je mieć u siebie do końca sierpnia. 

Co będzie dalej?
- Stowarzyszenie Lucky Quilters International na swojej stronie www umieści dwa kolaże: ze zdjęć Waszych poszewek i Waszych zdjęć.
- zabiorę Wasze poszewki i zawiozę je do Hiszpanii.
- 8 i 9 września Wasze poszewki znajdą się na wystawie patchworków w parku La Paloma w miejscowości Benalmadena niedaleko Malagi w Hiszpanii.
- potem trafią do  stowarzyszenia "Kölner Herzkissen eV" i do jego podopiecznych.
- my zastanowimy się, czy w ten sam sposób możemy wspomóc Polki po mastektomii. Jeżeli tak, to będziemy szyć dalej :).

Bardzo Wam dziękuję za zaangażowanie i chęć pomocy. Do zobaczenia w najbliższy czwartek :)



wtorek, 17 lipca 2018

Wernisaż wystawy patchworków w Kasztelu Szymbark

Chyba jeszcze nigdy moje patchworki nie wisiały w takim pięknym miejscu. Kasztel Szymbark niedaleko Gorlic jest bardzo cennym zabytkiem architektury renesansu. Pięknie położony pod Magurą Małastowską nad rzeką Ropą. Malownicze miejsce.
Wystawa potrwa do 6 sierpnia. Zapraszam Was na nią bardzo serdecznie.
Tutaj znajdziecie krótki film z przygotowań do wystawy i z wernisażu klik.




Niespodziewane i bardzo miłe spotkanie - z Basią i Sylwią znałyśmy się tylko przez internet, a teraz nie mogłyśmy się nagadać. Wiadomo, o patchworkach możemy rozmawiać nieustannie.


Tym razem wieszanie wystawy wymagało akrobatycznych zdolności.



Mieszkaliśmy w pięknej, klimatycznej willi Perełka


Bardzo dziękuję za zaproszenie do zorganizowania wystawy. Alu, miałaś znakomity pomysł.
Żałuję, że musieliśmy tak szybko wyjechać. Mam nadzieję, że wrócimy :).

poniedziałek, 2 lipca 2018

"Drzewo kujawskie" zdobyło dwa wyróżnienia na wystawie "Z nici Ariadny"

Kilka tygodni temu cieszyłam się bardzo, bo moje "Drzewo kujawskie" zakwalifikowało się na VI Ogólnopolską Wystawę Rękodzieła Artystycznego "Z nici Ariadny" klik.
Dzisiaj skaczę do góry z radości, bo niedawno dowiedziałam się, że ten quilt zdobył dwa wyróżnienia na tej wystawie.
Został wyróżniony przez Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi i przez firmę Wojtek.com.pl.
Wernisaż wystawy był 29 czerwca, ale ja niestety nie mogłam być na nim, bo byłam na dużo wcześniej zaplanowanym urlopie.

Tak o tej wystawie pisze jeden z organizatorów wystawy, Fabryka Nici Ariadna.




Więcej informacji na temat wystawy i pełną listę wyróżnień znajdziecie na stronie Fabryki Nici Ariadna klik.
Z tej strony pochodzą też zdjęcia, które zamieściłam w tym poście i zrzuty z ekranu z listą wyróżnień.
A to wyróżniony quilt.


Przyznam, że przed zgłoszeniem miałam trochę wątpliwości, bo quilty chyba jeszcze nigdy nie były prezentowane na wystawie. Wahałam się, czy go wysłać. Teraz cieszę się, że wisi na tej wystawie wśród innych pięknych prac. Będzie tam do 9 września. 
Zapraszam Was do Łodzi, do Muzeum Włókiennictwa klik.