środa, 25 października 2023

Tiulowa mapa Mińska Mazowieckiego

W poprzednim poście opisałam, jak to się stało, że zaczęłam szyć Mapy Mińska Mazowieckiego.
Dziś opowiem o drugiej mapie.
Wystawa, na której będą prezentowane ma nazwę "Awers Rewers". Po grubej mapie uszytej ze skrawków tkanin, postanowiłam uszyć mapę najcieńszą, jaką się da. Na tiulu. Przezroczystą.

Miałam duży problem, jak sfotografować tę mapę. W zakładzie fotograficznym Rentom w Błoniu, gdzie najczęściej robię zdjęcia moich patchworków, ustaliliśmy, że najlepsze jest czarne tło.



Pomysł był szalony. Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie zdecyduje się na taką robotę.
Sama byłam zaskoczona swoją determinacją, bo mimo, że robiłam próbki, to one jednak nigdy nie oddadzą końcowego efektu i podczas szycia towarzyszył mi niepokój - jak to wyjdzie?
Jest dobrze. Jest świetnie! A co tam, nie będę skromna. Jest znakomicie!!

Jak szyłam tę mapę?

Miałam już wydrukowaną na kartkach A4 i posklejaną mapę Mińska Mazowieckiego. Na nią nałożyłam hydrofolię i pracowicie przekalkowałam całą mapę na hydrofolię. Dość szczegółowo.
Tak wyglądała hydrofolia z narysowaną na niej mapą:




Pod tak narysowaną mapę podłożyłam jeden kawałek jasnozielonego tiulu. Dlaczego taki kolor? Bo taki miałam w domu. Pod spód jeszcze jedna warstwa hydrofolii. Taką "kanapkę" spięłam szpilkami i połączyłam jej wszystkie warstwy szyjąc zwykłą stopką po liniach ulic szarymi nićmi. W ten sposób pozbyłam się wszystkich szpilek.

Teraz przyszła kolej na pikowanie. Nićmi Isacord w kolorach takich samych, jak w przypadku pierwszej, mapy pikowałam z wolnej ręki. Każdy kawałek mapy przed pikowaniem był wkładany w tamborek, po to, żeby pikowanie nie ściągnęło tiulu.
Stosowałam dwa wzory do pikowania - zabudowa i przemysł była w kratkę, reszta to lot trzmiela.
Bardzo starałam się, żeby gęstość pikowania była cały czas taka sama. 




Miałam różne problemy techniczne, ale najtrudniejsze było uporanie się z chowaniem nitek, które pojawiają się na początku i na końcu pikowanego fragmentu. Zwykle zawiązuje się je i wciąga do środka kanapki. Tu nie mogłam tak zrobić, bo byłyby widoczne. Wymyśliłam sobie taki sposób, że zaczynałam i kończyłam szycie w miejscach gdzie potem wyszywałam drogę, rzekę albo linię kolejową. Drogi i kolej zrobiłam potem z włóczki w różnych kolorach  - przyszyłam je zygzakiem.

Tak wygląda cała mapa jeszcze z folią.


Miałam obawy, jak to będzie z kąpielą mapy, bo flamaster w kolorze amarantowym bardzo farbował. W czasie pikowania miałam ciągle amarantowe ręce, maszyna do szycia też była amarantowa. Na szczęście folia wypłukała się bez śladu.

Sporym wyzwaniem było sfotografowanie mapy, bo jak sfotografować przezroczystość?



 A tak wygląda na kremowym tle.


Od początku szycia tej mapy zastanawiałam się jak ją oprawić. Nie wchodziło w grę takie zwykłe powieszenie, jak to się robi z patchworkowymi obrazami.
Rozwiązanie okazało się bardzo proste, a wpadłam na nie przypadkiem. Gdy wpisałam do wyszukiwarki internetowej hasło "profil aluminiowy", to znany wujek G. podpowiedział mi - "profil aluminiowy do moskitier". Bingo! Lepiej nie mogłam trafić. Nie dość, że taki profil ma ładny kształt, to z tyłu ma szczelinę, do której wkłada się moskitierę i potem wciska do niej uszczelkę. Bardzo solidne mocowanie.
Mąż zmontował mi ramę z tych profilów, a ja ją pomalowałam, bo oryginalna była za ciemna.
Mapa jest już w Mińsku i czeka na otwarcie wystawy. 

Obie mapy są tej samej wielkości, mają 100 x 110 cm. Tiulową szyłam dwa miesiące.

Jestem bardzo zadowolona,  że wzięłam udział w projekcie Pauliny Rogalskiej. Miałam chwile zwątpienia, bo wymyśliłam sobie bardzo pracochłonne quilty. Prawie cztery miesiące szyłam i szyłam... ciągle to samo. Chyba jeszcze nigdy nie poświęciłam tyle czasu jednemu projektowi. Czy Wam moje mapy będą podobać się tak jak mnie? 

Zapraszam na wystawę - wernisaż w Muzeum Ziemi Mińskiej w Mińsku Mazowieckim. 7 listopada, godzina 18. Wystawa czynna do końca listopada. Do zobaczenia.



Mapy Mińska Mazowieckiego - wystawa "Awers i Rewers"

Nie wiem czy wiecie, że jestem inżynierem sanitarnym. Skończyłam Wydział Ochrony Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Zanim zdecydowałam się na ten kierunek, marzyłam o studiach na wydziale geodezji i kartografii. Od zawsze fascynowały mapy. Lubiłam je oglądać, rysować, oczywiście z nich korzystać, a potem je szyć. Mam mnóstwo map. Kupuję je albo dostaję w różnych punktach informacji turystycznej i nigdy, przenigdy ich nie wyrzucam. Uszyłam też kilka map, najwięcej Warszawy.

Zaczynałam studia w 1971 roku. Ci starsi z Was pamiętają, że to był początek "panowania" Gierka i spore zmiany. Dużo mówiło się wtedy o ochronie środowiska i tak zamiast kartografii, zaczęłam się uczyć (między innymi) jak chronić planetę. Spore wrażenie zrobiła na mnie studencka wycieczka na wysypisko śmieci. A gdy potem zaczęłam szyć patchworki, to wpisywałam się w nienazwany wtedy jeszcze upcycling i zerowaste.

W tym projekcie spotkały się moja miłość do map i zamiłowanie do wykorzystywania nawet najmniejszych skrawków tkanin, żeby nie trafiały do śmieci.

Gdy wiosną tego roku Paulina Rogalska zaprosiła mnie do uszycia 2 patchworków na wystawę "Awers - Rewers", która niebawem odbędzie się w Muzeum Ziemi Mińskiej w Mińsku Mazowieckim i powiedziała, że mile widziane jest połączenie tematu pracy właśnie z Mińskiem Mazowieckim, to nie miałam żadnych wątpliwości, że uszyję mapy.
Kilka miesięcy temu na spotkaniu naszej grupy "Patchwork Mazowiecki" Ania Karcz nauczyła nas jakie tkaniny można szyć z użyciem hydrofolii. Bardzo mi się to spodobało. Postanowiłam, że wykorzystam ten sposób na uszycie mapy Mińska. To miał być gruby awers. Rewersem jest drugi quilt, cieniutki, powiewny i przezroczysty - mapa Mińska wypikowana na tiulu. O niej napiszę oddzielnie.

Szycie mapy rozpoczęłam od sfotografowania mapy Mińska, a potem wydrukowania jej na domowej drukarce na wielu kartkach papieru.

Skleiłam te kartki tworząc mapę o wielkości około 100 x 110 cm.
Na tak sklejoną mapę nałożyłam wielki arkusz kalki technicznej i na nim, flamastrami w różnych kolorach, przekalkowałam mapę. Różne obszary zaznaczałam różnymi kolorami - zabudowę mieszkaniową, przemysł i obiekty użyteczności publicznej, łąki, zieleń, wodę...

Teraz wzięłam się za wytwarzanie "tkanin", przeznaczonych do szycia różnych obszarów.
Zgromadziłam różne skrawki tkanin, w różnych kolorach, a także stare włóczki, muliny czy nitki wyciągnięte ze kawałków tkanin.
Cięłam skrawki na mniejsze kawałki.

 


Czasem to były nitki wyciągnięte z grubej tkaniny.

a czasem kłębuszek starego kordonka


 

Układałam te skarby na warstwie hydrofolii - takiej folii, która rozpuszcza się w wodzie.

Grubiej i grubiej...

Potem przykryłam drugą warstwą hydrofolii i spięłam wszystkie warstwy bardzo gęsto szpilkami

 
Teraz zaczęłam pikowanie na maszynie, na początku prostymi liniami i zwykłą stopką, a potem, po wyjęciu szpilek już bardzo gęsto i z wykorzystaniem stopki do pikowania z wolnej ręki.


Włożyłam moje tkaniny do wody. Dostały niezły prysznic, żeby zmyć całą folię. Teraz wystarczyło je wysuszyć.







Mogłam już zacząć szyć mapę. Po kolei, kawałek po kawałku wycinałam fragmenty mapy narysowanej na kalce technicznej i z odpowiedniego kawałka "tkaniny" wycinałam identyczny fragment mapy, przymocowywałam go szpilkami to patchworkowej kanapki i przyszywałam do niej z wolnej ręki.



 Dopasowywałam kawałki szczelnie tak, żeby między tymi w różnych kolorach nie było prześwitów.

Mapa już prawie była gotowa. Została mi po niej sterta kolorowych papierków i spore fragmenty "tkanin" uszytych przy pomocy hydrofolii. Na pewno je wykorzystam!

Zostały mi jeszcze do naszycia ulice, tory kolejowe i rzeki. Zrobiłam je z grubych włóczek.

Na zakończenie jeszcze lamówka - schowana pod spód. I mogłam wreszcie odpocząć, ale krótko, bo czekało mnie szycie następnej mapy. Na tiulu. O niej napiszę jutro.

To był trudny, ale bardzo ciekawy projekt. Organizatorzy prosili jego uczestników, żeby nie pokazywali swoich patchworków przed ogłoszeniem wystawy. Dziś już mogę o nim napisać i podzielić się z Wami moimi eksperymentami z tkaniną. Chyba jeszcze nikt nie szył map w ten sposób. Starałam się wiernie odtworzyć rzeczywistość, ale to jest oczywiście niemożliwe. Mam nadzieję, że mieszkańcy Mińska Mazowieckiego będą dla mnie wyrozumiali. 

Szyłam tę mapę półtora miesiąca. Prawie codziennie. Ma wielkość 100 x 110 cm.

Zapraszam Was na wernisaż wystawy do Muzeum Ziemi Mińskiej.