czwartek, 15 października 2020

Trzciny falują na wietrze. I na narzucie.

Basia zamówiła tę narzutę bardzo dawno. Ja podchodziłam do niej jak "pies do jeża". Przeczuwałam, że nie będzie łatwo.
Zadanie: stylizowane jezioro z trzcinami falującymi na wietrze.
Kolorystyka: prawie białe na prawie białym.
Wielkość: 220 x 230 cm. Lotniskowiec - prawda?Przedwczoraj trafiła do właścicielki. Ja zrobiłam króciutki filmik, żeby lepiej ją zaprezentować.

Jak ją szyłam?
Zebrałam tkaniny w kolorze kremowym. Spód jest biały, ale na górze właściwie nie ma czystego białego koloru.
Wycięłam prostokąty z tych tkanin i pozszywałam je dość dowolnie.
Na tak przygotowanym topie narysowałam poziome linie fal na jeziorze i pionowe, lekko nachylone  linie wyimaginowanych trzcin.
Robota pojechała do Grażyny Martin, a ona na long armie wypikowała całą narzutę po narysowanych przez mnie liniach.


 

Dalej to już była moja rola. Prawie białymi nićmi wypikowałam sporo trzcin. Takich aktorek drugiego planu. Dopiero potem zajęłam się robieniem aplikacji. Na początku przyszywałam listki trzcin zwykłym ściegiem blisko brzegu. Nie używałam flizeliny dwustronnie klejącej, bo zależało mi, żeby narzuta była mięciutka. Tak umocowany do podłoża listek przyszywałam jeszcze raz, teraz gęstym (0,5) i dość szerokim (3,5) zygzakiem. Wszystko nićmi Isacord w różnych odcieniach jasnego beżu. Listek po listku.... Powoli. 


 Szybko się nie dało chociażby dlatego, ze przepychanie tego kolosa w zwykłej domowej maszynie i ciągła zmiana kierunków szycia zygzaka, było naprawdę ciężką fizyczną robotą. Dawkowałam ją sobie, przeplatając to szycie innymi projektami.

Często pytacie mnie, ile czasu zajmuje mi szycie takich prac. Ja mówię: miesiąc. Odpowiedzi są różne: "tylko miesiąc?", "aż miesiąc?", "ale tak codziennie szyjesz? 8 godzin? Jak w pracy?".
Oczywiście nie mierzę tego czasu dokładnie. Pracuję chyba więcej niż 8 godzin dziennie. Czasem na pewno więcej.
Tym razem postanowiłam zmierzyć pewien etap pracy. Wycięłam paski na lamówkę, zszyłam je z części i uprasowałam. Przyszywam lamówkę na maszynie do szycia. Z 4 części. Tak lubię. Tak przyzwyczaiłam się przy szyciu obrazków. Tak też obszywam narzuty. Lewa strona oczywiście jest przyszywana ręcznie. Ma być porządnie.
Przed przyszywaniem na maszynie pierwszej krawędzi lamówki włączyłam stoper. Wyłączyłam go, po zakończeniu ręcznego przyszywania spodu lamówki. 5 godzin i 20 minut. Sama lamówka!

Na zakończenie została jeszcze "próba wody". Pralka, proszek, wirowanie.
Aplikacje wytrzymały to tarmoszenie. Musiałam poprawić coś tylko w jednym miejscu.

Trudno mi było sfotografować tę narzutę. Przyszyłam do niej specjalny tunel, tylko do fotografowania. Ale robienie zdjęć białym obiektom, to wyższa szkoła jazdy. Pierwsze i czwarte zdjęcie są zrobione przez zawodowego fotografa. Reszta to już nasza, domowa robota.

 


Albo "plenerowa". W rezerwacie "Granica" w Puszczy Kampinoskiej.

Teraz już leży na swoim miejscu. W mieszkaniu Basi.


A ja zajmuję się mniejszymi formatami :)


piątek, 9 października 2020

Turkusowa łąka

Od kilku tygodni przygotowuję się do poprowadzenie kursu confetti quilt w Niemczech. Rok temu dostałam zaproszenie od niemieckiej gildii patchworkowej, żeby w jej siedzibie w Dortmundzie zrobić taki kurs. Specjalnie na tę okazję uszyłam dwie łąki.
Fioletową widzieliście w poprzednim poście.

Dziś chcę Wam pokazać turkusową.

Oczywiście uszyłam ją techniką confetti.
A jak to robiłam? 

Zarejestrowałam wszystko na krótkim filmiku.


Tym razem dodałam do filmu napisy, żeby panie z różnych stron świata mogły automatycznie ustawić tłumaczenie napisów.
Wcześniej nigdy nie robiłam napisów. Skąd więc tym razem taki pomysł?

Wczoraj razem z szefostwem niemieckiej gildii patchworkowej ustaliłyśmy, że odwołujemy kurs, który miałam prowadzić za tydzień. To gwałtowny wzrost liczby zachorowań na koronawirusa w Niemczech, a jeszcze większy w Polsce, zmusił nas do takiej decyzji. 

Jest mi bardzo smutno, że tak się stało i wyobrażam sobie jak zawiedzione są uczestniczki tego kursu. Postanowiłam im to jakoś zrekompensować i szybko zmontowałam filmik o szyciu łąki i zaopatrzyłam go w napisy.

Napisałam "szybko" a tak naprawdę, to zawaliłam kawał nocy, żeby to zrobić, bo dopiero uczę się wszystkiego - nagrywania filmików, ich montażu, a napisy robiłam pierwszy raz w życiu.
Mam zastrzeżenia do jakości filmu, ale wierzę, że przy następnych takich "produkcjach" będzie lepiej. 

A teraz jeszcze parę zdjęć quiltu:





Jeszcze rozmiar: 105 x 45 cm.

Trzymajcie się zdrowo i uważajcie na siebie!


środa, 7 października 2020

Fioletowa łąka

Takiej długiej przerwy w pisaniu postów, to ja chyba jeszcze nigdy nie miałam, a blog prowadzę już prawie 10 lat!.
Nic się nie dzieje?
Wprost przeciwnie, nawet za dużo.

  • Dużo szyję.
  • Zaczęłam prowadzić kursy patchworkowe w sąsiedniej wsi.
  • W przyszłym tygodniu jadę do Dortmundu, gdzie na zaproszenie niemieckiej gildii patchworkowej poprowadzę kurs confettiquilt.
  • Niedawno pisały o mnie czasopisma niemieckie i węgierskie.
  • Razem z koleżankami z naszej nieformalnej grupy Patchwork Mazowiecki zorganizowałyśmy konkurs #TrzeciWymiarPatchworku.
  • Byłam na świetnym kursie z ekoprintu u Beaty Jarmołowskiej.
  • Regularnie piszę na Facebooku. Ostatni post ma ponad 400 lajków, 200 komentarzy i ponad 20 "udostępnień".
  • Na Instagramie mam już ponad 1000 obserwatorów.
  • Jeszcze wystawy patchworkowe, w które jestem zaangażowana.

Ufff.... Aż się zmęczyłam tym wyliczaniem, a to wszystko dzieje się naprawdę :). I ja to bardzo lubię!!!!

Zaczynam nadrabiać zaległości.
Zacznę od końca.
I krótko: fioletowa łąka.
Patchworkowa.
Confettiqilt.
Rozmiar 110 x 50 cm.
Tu jest krótki filmik o jej powstawaniu https://youtu.be/4Pwgcw7tU54








 
Szyłam ją razem z turkusową łąką i narzutą "białe na białym" o wymiarze małego lotniska.
Pokażę je niebawem :).