wtorek, 10 grudnia 2019

Słońce pojagi

W tym quilcie połączyłam dwie rzeczy, które lubię. A właściwie nawet trzy.

Po pierwsze lubię szyć słońca. To jest szóste. Te od pierwszego do piątego opisałam tutaj.
Po drugie lubię koreańską technikę pojagi. W oryginale szyje się ją ręcznie, ale ja ją przystosowałam trochę do możliwości kobiet w 21 wieku i szyję na maszynie. Uszyłam tak kilka obrusów i firanek.
To słońce będzie dekoracją okna. Na razie wisi na wystawie w Dzielnicowym Ośrodku Kultury na Ursynowie w Warszawie.
A to trzecie? Najbardziej lubię eksperymenty. Nie bawi mnie odtwarzanie wzorów wymyślonych przez innych. Jestem patchworkową Zosią Samosią. Poszukiwania  - to jest to!


Tym razem też było eksperymentalnie.
Zaczynałam szyć ten quilt z myślą o mojej wystawie. Mniej więcej w tym samym czasie okazało się, że zaprzyjaźniona firma kończy budować swoją siedzibę i przydałaby się jej ciekawa dekoracja okna. Połączyłam dwie sprawy. Teraz patchwork jest na wystawie, a po niej zawiśnie w sali konferencyjnej.

Zaczęło się od wielkiego kredowego koła wpisanego w kwadrat 2 x 2 metry. Podłoga z terakoty pozwala na takie bezkarne eksperymenty.


A potem zszywałam ze sobą kawałki tkanin. Nakładałam jeden kawałek na drugi z zapasem około 2,3 centymetrów. Stębnowałam bardzo blisko brzegu z każdej strony, a potem, po linii stębnowania szyłam ściegiem satynowym, czyli bardzo gęstym zygzakiem. Długość ściegu 0,65 mm a szerokość 3,5 mm. Nici to głównie Isacord.
Starałam się wycinać od razu różne kawałki nitek wychodzące spod szwów, ale potem się okazało, że niektóre przeoczyłam i musiałam robić poprawki.


I tak po kolei zszywałam dwa kawałki tkanin, potem dwa zszyte łączyłam z dwoma zszytymi, cztery z czterema....




Aż zszyłam wszystkie kawałki. Podwinęłam brzegi i przyszyłam je zygzakiem, tworząc na górze i na dole tunele do włożenia aluminiowych rurek.
Wykorzystywałam różne tkaniny, począwszy od cienkich batystów aż po gruby płaszczowy loden, sztruks i welur. Chodziło mi o to, żeby światło przenikało mniej lub bardziej intensywnie.


Gdy pod koniec listopada wywiesiłam słońce na dworze, żeby je sfotografować, to od razu, nie wiadomo skąd, przyleciały muchy i pozowały do zdjęcia z lewej strony tkaniny.



Ja też sfotografowałam się z patchworkiem, tylko po to, żeby było widać jaki jest wielki!


To była bardzo żmudna praca. Żeby połączyć dwie tkaniny trzeba było zrobić 4 szwy. Ciągle wyrównywać zszyte wcześniej kawałki. Szyć i ciąć... I tak w kółko. Aż osiągnęłam wielkość 2 x 2 m.

Pierwszy raz przy szyciu patchworku byłam zniecierpliwiona. Marzyłam, żeby to już się skończyło! I myślałam: już nigdy więcej czegoś podobnego nie zrobię!
Wystarczyło, że minął miesiąc i zaczynam myśleć: a może by taką wodę pojagi uszyć?
To chyba jest nieuleczalne ;).
Na pewno jest nieuleczalne ;).

11 komentarzy:

  1. Aniu efekt świetny choć do końca Twojego sposobu szycia pojagi nie zrozumiałam 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenko, myślę, że jak przypatrzysz się zdjęciu z muchą, to wszystko pojmiesz. A jak nie, to chętnie opowiem Ci przez telefon :)

      Usuń
  2. Ана, солнышко играет! Ты шила закрытый шов, бельевой?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Не Ирина, это атласная строчка, то есть зигзаг, длина 0,65 мм и ширина 3,5 мм.

      Usuń
  3. Tak, niewątpliwie jesteś osobą poszukującą. I to bardzo dobrze! Podoba mi się Twoje słońce niesamowicie 😁. Dziękuję też za opis twórczy. W razie czego będzie się czym posiłkować, gdyby ktoś chciał uszyć własne pojagi.

    OdpowiedzUsuń
  4. P.s. pewnych rzeczy lepiej nie leczyć. Miejsce już zajęte i żadna gorsza zołza Cię nie obezwładni 😆

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię Twoje słońca. Ten zersaw kolorów daje dużo radości. ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażyna, dziękuję. Jak będziesz miała okazję, to zajrzyj na wystawę. Na żywo wygląda lepiej niż na zdjęciach. Jak zawsze :)

      Usuń
  6. widzialam na wystawie - bardzo efektowna praca i widac, ze wymaga duzo entuzjazmu podczas realizacji ;)

    OdpowiedzUsuń