piątek, 11 października 2013

Carrefour Européen du Patchwork

W połowie września byłam na wielkiej wystawie patchworkowej w Alzacji Carrefour Europeen du Patchwork.  Wystawa jest zorganizowana w czterech miejscowościach, w 20 miejscach - kościołach, salach wystawowych, teatrze. Zobaczyłam patchworki z całego świata. Widziałam z bliska patchworki moich ulubionych artystek, niektóre z quilterek spotkałam. 
Fabia Delise to moja faworytka nr 1. Miałam przyjemność porozmawiać z nią. To niezwykle sympatyczna osoba. Jesteśmy razem na zdjęciu. Pewnie jeszcze nie raz będę pokazywać jej prace. Fabia wykorzystuje tradycyjne techniki patchworkowe, ale robi to w nowatorski sposób. Jej patchworki są eleganckie i jakieś takie "dyskretne".



Zachwyciły mnie też prace Dimitriego Vontzosa i Iriny Voroniny. 
Pierwszy raz byłam na takiej wystawie i jestem pod wielkim wrażeniem.
Pod tymi linkami znajdziecie dwie porcje zdjęć z tej wystawy. Razem koło tysiąca.
To pierwsza porcja zdjęćto druga. Różnie jest z jakością tych zdjęć, nie można było korzystać z lamp błyskowych, ale i tak postanowiłam pokazać je Wam, może będą inspiracją?
Przyznam, że po powrocie było mi ciężko zabraćsię do moich rozpoczętych prac, bo dużo brakuje im do tego, co zobaczyłam na wystawie. 

Już teraz marzę, żeby wrócić tam za rok.

A teraz dopisek po paru dniach od publikacji tego posta.
Dostałam bardzo miły list od koleżanki quilterki, która zwróciła mi uwagę na bardzo, bardzo istotną sprawę w moich zdjęciach, a mianowicie brak autorów prac. Miałam spore rozterki, czy dać zdjęcia bez podpisów, czy nie dawać ich w ogóle. Rzetelne zarchiwizowanie tysiąca prac zajęłoby mi znacznie więcej czasu, niż trwała wystawa. Na wystawie jest bardzo dużo osób, nawet zrobienie zdjęcia samej pracy, tak, żeby nie zasłaniali jej inni zwiedzający, jest dość trudne, a prace są często tak duże, że fotografia patchworku razem z tabliczką o jego autorze powoduje, że ta tabliczka jest nieczytelna.

Zdecydowałam się na pokazanie zdjęć bez autorów prac. Mogłam je zachować tylko dla siebie ale zwyciężyła chęć podzielenia się z Wami różnymi pomysłami, które może wykorzystacie w swoich nowych patchworkach. Mam nadzieję, że spotkam się ze zrozumieniem autorów.


poniedziałek, 23 września 2013

Splot Artystyczny

Na ulicy Śniadeckich 17 w Warszawie zaczyna działać całkiem nowa inicjatywa ludzi twórczo zakręconych. "Splot Artystyczny" jest miejscem, w którym będzie można kreatywnie spędzić czas i zrobić coś własnymi rękami. Oczywiście również patchworki. Zaproszono mnie do poprowadzenia zajęć z szycia patchworków, a ja zapraszam Was na moje i inne zajęcia.
W "Splocie" będą przede wszystkim zajęcia rękodzielnicze: szycie, haft, robótki na drutach i szydełkiem, ceramika, tworzenie biżuterii, ale również cykle wykładów, m.in. z historii mody, haftu historycznego, projektowania wnętrz, kultury azjatyckiej, teorii sztuki, mody i designu oraz zajęcia samorozwojowe m.in. śpiewu i tańca intuicyjnego. Zapowiada się ciekawie. Po szczegóły zajrzyjcie na stronę www.splotartystyczny.pl.


poniedziałek, 9 września 2013

Szycie jest prostsze niż myślisz, naprawdę!

Na początku tego roku kalendarzowego zaczynałyśmy z Marzeną Krzewicką prowadzenie kursów patchworkowych. Myślałam o tym, jak zachęcić nowe osoby do polubienia patchworkowego wariactwa. Wymyśliłam hasło "Szycie jest prostsze niż myślisz". Ja w to wierzę, bo sprawdziłam. Ale jak przekonać o tym innych?
Wiele razy pytano mnie, czy na kurs z podstaw patchworku może przyjść ktoś, kto w ogóle, nic a nic, nie umie szyć. Zawsze odpowiadałam, że tak. Teraz mam na to dowody.
Na zajęciach w ostatni weekend, jedna z pań naprawdę pierwszy raz siedziała przy maszynie do szycia. Zobaczcie co uszyła. To jest poduszka, całkowicie skończona.


A tak wyglądają prace innych kursantek.







Dzisiaj na Facebooku dodałam kilka albumów ze zdjęciami prac uszytych na kursach Szkoły Patchworku. Jestem naprawdę dumna. A najbardziej jednak z tego, ile radości sprawia nam ta wspólna zabawa.
Zapraszam na następne kursy.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Sypnęło nagrodami, czyli czwarta i piąta odsłona "Tajemniczego lasu"

Niedawno pisałam o trzech odsłonach "Tajemniczego lasu". Nie miałam pojęcia, że będą następne. Tylko dlatego, że zaglądam czasem do grupy "Patchwork po Polsku" na Facebooku, dowiedziałam się o dwóch patchworkowych konkursach. Pierwszy z nich był organizowany przez prestiżowe francuskie czasopismo patchworkowe Quiltmania. "Tajemniczy las" zdobył w nim jedną z trzech pierwszych, równorzędnych nagród. Tu jest więcej na ten temat klik.
Wcześniej zgłosiłam tę pracę na konkurs Łucznika "Patchworkowe wakacje". Dzisiaj okazało się, że tutaj też podobała się jurorom i dostałam pierwszą nagrodę w kategorii patchworkowych ozdób do domu klik. Dostałam nagrodę, maszynę Kinga 2011. Zasili "park maszyn" mojej Szkoły Patchworku. Nigdy wcześniej nie startowałam w takich konkursach, a tu dwa zgłoszenia i dwie główne nagrody. Bardzo chciałabym poznać autora zdjęcia, które posłużyło mi za wzór do uszycia tego patchworku, żeby podziękować mu za moje-jego sukcesy.
"Tajemniczy las" wisi sobie spokojnie w Coffee Karma na wystawie patchworków a ja przygotowuję się do kolejnych zajęć Szkoły Patchworku. To będzie specjalna zabawa dla miłośniczek kotów. Moja kotka Lilo nie dała sobie zrobić portretu i do uszycia tego quiltu wykorzystałam zdjęcie znalezione w necie.
A jak go zrobiłam? Większość z Was pewnie wie, a ja nauczyłam się tego niedawno. Opowiem o tym 21 września 2013 r.
Quilt jest niewielki, mniej więcej kartka formatu A4. Tło beżowe, czarne i białe nici.


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Fuzja marzeń czyli spotkanie smoków z żywiołami

Od kilkunastu dni w kawiarni Coffee Karma na warszawskim Placu Zbawiciela wisi wystawa kolaży, które robiłam razem z Tomkiem Maleńczykiem. Jest też parę moich prac, które już wcześniej pokazywałam na blogu.
Tak zapraszaliśmy na nasz wernisaż:

Ania od trzydziestu lat szyła patchworki.
Tomek od dziesięciu lat malował obrazy.
Oboje poznali się trzy lata temu na zajęciach plastycznych w Natolińskim Ośrodku Kultury.
On namalował smoka, który tak jej się spodobał, że kupiła ten obraz.
Ona uszyła serię tkanin poświęconą żywiołom: ogniowi, wodzie, ziemi i powietrzu, która zainspirowała go do stworzenia wspólnych obrazów.
Razem stanęli do sztalugi i wspólnie malowali płótna. Potem naszywali na nie skrawki kolorowych tkanin. Bawili się przy tym świetnie.
Oboje mają nadzieję, że widzom udzieli się radosny i magiczny nastrój, który towarzyszył im we wspólnej pracy.
Wystawa jest czynna do 1 września. Zapraszam na nią serdecznie.
A tu jest parę zdjęć z wernisażu.









sobota, 10 sierpnia 2013

Tajemniczy las w trzech odsłonach

Ostatnio lubię szyć krajobrazy. Chyba trochę znudziły mi się moje łaciaki, a może to tylko chwila oddechu przed kolejnym atakiem? Zobaczymy.
Teraz na tapetę poszedł las.
Trzecia odsłona tajemniczego lasu wygląda tak:


To trochę aplikacji, trochę luźno przyszytych łatek, czyli taki półłaciak.
Ma 140 x 95 cm i jest niebieskim lasem. O tym "niebieskim" piszę tak na wszelki wypadek, bo to kolor najgorszy z wszystkich do fotografowania. Szyłam go, żeby powiesić na białej dużej ścianie mojego tarasu, ale teraz wisi na wystawie w Coffee Karma na Placu Zbawiciela w Warszawie.

Mniej więcej rok temu na moich zajęciach plastycznych trafiłam na taką kartkę wyrwaną z jakiegoś kalendarza. Wiem tylko, że zdjęcie było ilustracją dla listopada, ale nie mam pojęcia, kto je zrobił, nigdzie na tej kartce nie znalazłam takiej informacji.


Na podstawie tego zdjęcia, farbami akrylowymi, namalowałam taki obraz. I tak powstał las numer dwa.


Minęło parę miesięcy i zapragnęłam mieć trzecią odsłonę tajemniczego lasu.
Pokażę Wam jak to robiłam.
Wybaczcie jakość zdjęć, niektóre z nich robiłam nocą. Wiecie jak to jest, że nie można z fotografowaniem wytrzymać do rana :), a lampa błyskowa w moim aparacie chyba powinna zaliczyć się już do kategorii "złomków".




Na tło wykorzystałam cienką ocieplinę, która z jednej strony ma substancję przylepną. Naszkicowałam na niej flamastrem planowany obrazek. Tak tylko w zarysach.


Wycinałam kawałki materiałów i przyprasowywałam je do podłoża. Przyklejały się czasem lepiej, czasem gorzej. Niektóre, te drobniejsze, przyfastrygowywałam.


Tak wyglądał pierwszy etap pracy. Wszystkie materiały były przytwierdzone do podłoża.



A tak prezentowało się to z bliska. Jeszcze w niektórych miejscach widać szpilki.
Teraz pracowicie zrobiłam aplikacje, przyszyłam wszystkie kawałki tkanin zygzakiem. Szerokość 3 mm, gęstość 0,55. Ta faza zajęła mi najwięcej czasu, bo robiłam to bardzo porządnie. Obcięłam dokładnie wszystkie niteczki, które czasem wymknęły się spod ściegu.
Teraz już wiem, że następną tego typu tkaninę uszyję inaczej. Wszystkie drzewa przyszyję zwykłym prostym ściegiem w odległości powiedzmy 2 mm od brzegu i zostawię wystające strzępy. Tak będzie ciekawiej. I znacznie, znacznie szybciej.



Zabrałam się teraz do naszywania listków. Materiały w różnych odcieniach granatowego i niebieskiego pocięłam w małe kawałki i przymocowywałam je szpilkami do podłoża. Robiłam to oczywiście partiami, bo bardzo nie lubię kłujących szpilek.


Każdy "listek" przyszyłam do podłoża "po szpilkach". Korzystałam ze stopki do cerowania i pikowałam "z wolnej ręki" z opuszczonymi ząbkami. Pikowanie to były wielkie esy-floresy, takie, jak wyobrażałam sobie, że rosną liście na drzewach. Po przyszyciu kawałeczków materiału, przycinałam je malutkimi nożyczkami, żeby bardziej przypominały nieregularne liście i nie były takie kanciaste jak na poprzednim zdjęciu.


Tak wyglądał etap pośredni. Tu jest naszyta tylko część listków.
Gdy już przyszyłam wszystkie listki, wypikowałam "lotem trzmiela" te wszystkie pozostałe partie obrazka, które nie były pokryte listkami.  Zmieniałam kolory nici tak, żeby podkreślać efekt światła i cienia, na którym bardzo mi zależało.


Przez chwilę obraz wisiał w miejscu swojego przeznaczenia, czyli na tarasie.
Ogromnym komplementem była dla mnie opinia sąsiada, który, gdy go zobaczył, to powiedział : No chyba nie chce pani powiedzieć, że to też jest uszyte!

Chyba go zgłoszę na konkurs Łucznika "Patchworkowe wakacje". Wiecie, że taki jest? Tu jest więcej szczegółów.

Teraz piszę małą aktualizację. Sprowokowała mnie do tego Bezdomna Wioletta z Szafy.
Zobaczcie jak wyglądał mój krajobraz uszyty na podstawie projektu znalezionego w niemieckim Freundin.Uszyłam go w 1989 r. Niektóre z Was pewnie pamiętają tamten czerwiec.
A krajobraz jest też niebieski. Trochę podobny w klimacie. Teraz wydaje mi się być takim prostym a wierzcie mi, że z wszystkich moich patchworków, to właśnie ten zebrał chyba najwięcej pochwał.




wtorek, 6 sierpnia 2013

Maleństwo

Dzisiaj taki malutki przerywnik od większych projektów. Wakacyjna łąka, tylko trochę większa od kartki papieru.