środa, 2 grudnia 2015

Szyję, tnę, szyję, tnę.... i tak w koło Macieju

Szyję, tnę... i ciągle i jeszcze raz, bo bardzo to lubię. Od czasu jak uszyłam w ten sposób swoją pierwszą pracę, a było to mniej więcej rok temu, znalazłam wiele różnych rodzajów "Stitch and Slash" i mam ochotę na coraz to inne eksperymenty.
W niedzielę uczyłam tej techniki na kursie w Szkole Patchworku. Pokażę tutaj jak szyłam różne patchworki - pomoce naukowe :).

Spodobały mi się bardzo patchworki Tima Hardinga. Inspirując się nimi uszyłam, a właściwie chyba jeszcze szyję, bo ciągle trochę poprawiam, taką jesienną impresję.


 Jest spora. 115 x 115 cm.
A to kolejne etapy powstawania tej pracy.
Na początku "podobrazie". Przyszyte dość nonszalancko. Wygląda jakby to był inny materiał, ale wynika to z różnicy między światłem dziennym i lampą błyskową.


Następnie paski, cięte na skos, żeby się nie strzępiły, różnych lśniących materiałów przyczepiłam do podłoża szpilkami.


 Potem narysowałam na nich kredą poprzeczne linie co 5 cm.


i przeszyłam każdą linię prostym ściegiem.


Kolejnym krokiem było przecięcie naszytych pasków pośrodku, między szwami.


aż do ostatniego kawałka...


I to już koniec.
Może jeszcze doszyję parę pasków, bo niektóre z nich okazały się zbyt wiotkie i opadają odsłaniając za dużo podłoża.
W następnym poście będzie kolejny patchwork "szyty i cięty".




4 komentarze:

  1. pomysłów to ci nie brakuje - świetny efekt !

    OdpowiedzUsuń
  2. Niby proste, ale jednak jakoś mnie to przerasta :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze fascynowało mnie, jak prostota potrafi sama się bronić. To kolejny dowód na to, że cała sztuka tkwi w doskonałym zamyśle / pomyśle :-) Oczywiście warsztat jest bardzo ważny, ale bez idei sam nie wystarczy :-)
    Świetna praca :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu, piękne chyba ściagnę pomysł i sobie tez takie uszyję, dobrze? pewnie za trzy lata, no może w lato. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń