wtorek, 11 grudnia 2018

Jesienna narzuta

Rzadko szyję narzuty. Moje koleżanki quilterki dobrze wiedzą dlaczego. Uszyć, to nic trudnego, ale wypikować lotniskowca na domowej maszynie? To dopiero wyzwanie.

Tym razem uległam namowie koleżanki, która chciała zrobić prezent swojej mamie. Dostałam nawet kawałek tkaniny z ulubionej sukienki mamy, żeby wykorzystać go w szyciu narzuty. Z "łączki" na czarnym tle uszyłam lamówkę i wkomponowałam kilka kawałków w kwiatki.

Oczywiście narzuta jest łąką. Taką jak to zwykle u mnie - niegrzeczną. Chociaż szyta dość precyzyjną metodą Paper Piecing, czyli szycia na papierze.

Jestem ciekawa, czy spodoba się mamie koleżanki. A Wam?

Wymiary 160 x 200 cm. Wypełnienie bawełniane. Wierzch też głównie z bawełny.









 Lewa strona może być prawą ;)



A tutaj dobrze widać jak pikowałam kwiatki :).

piątek, 7 grudnia 2018

Mój quilt na kalendarzu Juki Central Europe 2019

To był fantastyczny projekt. Bardzo lubię takie wyzwania, gdy przed szyciem quiltu muszę porządnie ruszyć głową. Tym razem też tak było.
Juki Central Europe poprosiła mnie o uszycie quiltu na ich firmowy kalendarz trójdzielny na 2019 rok. Wielki zaszczyt i wielka trema.

Dzisiaj dostałam wydrukowane kalendarze. Jak się cieszę :).

Niełatwo zrobić zdjęcie, gdy wokół grudniowy mrok, jak w piwnicy z węglem, a zdjęcie jest wydrukowane na lśniącym papierze :)


 Jest podpis :)


Jak powstawał? Założenia projektu były zrozumiałe dla mnie, format A3 i tematyka japońska. Zrozumiałe, ale wcale nie proste! Tematyka japońska?! Zażartowałam sobie nawet, że może w takim razie do zlecenia dołóżmy wycieczkę do Japonii, żebym "złapała klimat".

Skończyło się na wycieczkach wirtualnych. I kupieniu dwóch książek: "Dzieje i kultura narodu japońskiego" i "Współczesna rycina japońska".
Czytałam, oglądałam, buszowałam w Internecie, kombinowałam.... I uszyłam trzy quilty.
Dwa pierwsze są inspirowane malarstwem japońskim.


Obydwa są uszyte metodą konfetti.
Igiełki sosen w pierwszym obrazie pikowałam 6 godzin!

Trzeci projekt, to zbiór piktogramów o tematyce japońskiej. Tutaj widzicie próbkę ale ja narysowałam sobie kilkadziesiąt takich rysunków.

To była bardzo fajna patchworkowa przygoda! Moja pierwsza taka, ale już kolejna z Juki. W zeszłym roku nagraliśmy taki film.

Jakie jeszcze patchworkowe niespodzianki mnie czekają? Zobaczymy :).
Na razie codziennie oglądałam moją ulubioną stębnówkę Juki TL 98 P, a od dzisiaj będę również codziennie oglądać kalendarz Juki. Przez rok!


niedziela, 11 listopada 2018

"Zszywanie Wawra" na stulecie odzyskania niepodległości Polski

Wczoraj na moim blogu było patriotycznie, a dzisiaj też.
Byłam dzisiaj na obchodach setnej rocznicy odzyskania niepodległości w Falenicy.
Przy okazji wystawy moich patchworków w Falenicy dowiedziałam się o projekcje "Zszywanie Wawra". Dałam się namówić na udział w nim.

Tak na swojej stronie www piszą o tym projekcie jego organizatorzy:
Falenickie Towarzystwo Kulturalne wraz z Wawerskim Centrum Kultury proponują Mieszkańcom Wawra udział we wspólnym projekcie pt. „Zszywanie Wawra”. Istotnym celem projektu jest integrowanie Mieszkańców poprzez wspólne wykonanie prac rękodzielniczych.

A my, quilterki powiedziałybyśmy tak: uszyjmy wiele małych patchworków :)

Projekt jest już skończony. Wygląda imponująco!!! Zrobił na mnie wielkie wrażenie. 50 małych patchworków!

Można o nim przeczytać na stronie Falenickiego Towarzystwa Kulturalnego http://falenica-kultura.waw.pl/2018/03/06/zszywanie-wawra/

A to moja siostra ogląda obrazki.



Kilka obrazków skopiowanych ze strony FTK.



Bardzo fajne! Dopracowane w szczegółach, pomysłowe. Podobały mi się :).

To obrazek uszyty przeze mnie.


I jego szczegół


Jak go szyłam?
Miałam wielkie szczęście, bo w Aninie, mieszka moja koleżanka. Miała fotografię domu, który stał w miejscu jej obecnego domu aż do 1944 r. Wtedy spłonął.
Dostałam od niej te zdjęcia i na ich podstawie uszyłam mój obrazek.





Starałam się jak najdokładniej.
Gdy dowiedziałam się, że podmurówka była zrobiona z takich samych cegieł jak twierdza w Modlinie, to starałam się dobrać odpowiedni kolor tkaniny na podmurówkę.




Podobało mi się to szycie.
Cieszę się, że dałam się namówić.
Bardzo lubię takie wspólne działania.

"Mój" obrazek ma wymiary około 30 x 40 cm. Zapomniałam zmierzyć. To aplikacja z ostrymi brzegami i pikowanie z wolnej ręki.

Na koniec dnia były jeszcze wspólne śpiewy.



Jeden weekend a tyle wrażeń. No ale tak jest raz na sto lat ;)

sobota, 10 listopada 2018

Wiatr pod Żywcem

Przed chwilą opisałam powstawanie wspólnego patchworku "Miasto przyszłości", który uszyłam razem z moim wnuczkiem Stefkiem na konkurs Stowarzyszenia Polskiego Patchworku "Biało-czerwona".
Na ten konkurs można było zgłosić jedną pracę, w jednej kategorii. W kategorii "patchworki duże" zgłosiliśmy wspólne miasto.

"Wiatr pod Żywcem" spełnia warunki konkursu ale został zgłoszony tylko na wystawę.
To trzeci z moich patchworków - drzew inspirowanych polskimi haftami.
Było już "Drzewo wiadomości dobrego" na motywach dolnośląskiego haftu białego.
A wiosną tego roku uszyłam "Drzewo kujawskie", oczywiście na motywach kujawskiego haftu na tiulu. Oba nagrodzone w różnych konkursach.

Teraz trzeba było uszyć patchwork biało-czerwony. To był warunek przyjęcia na konkurs i wystawę.
Mój quilt jest biało czerwony.




Wymiary 110 x 110 cm.
Tkanina: bawełna
Nici białe: Ariadna, Talia, grubość 30 na wierzchu, a nr 120 pod spodem.
Nici czerwone: Ariadna, Tytan do podszywarek, grubość 250.

Będą następne drzewa. Mam w głowie pomysły. Wzory haftów. Kolory tła. Kształty drzew.
Muszą trochę poczekać na wenę, która chwilowo skłania się ku mandalom. Życzcie mi, żeby przyszła. 




Miasto przyszłości, czyli jak wnuczek i babcia razem szyli patchwork

Stowarzyszenie Polskiego Patchworku parę miesięcy temu ogłosiło konkurs "Biało-czerwona" z okazji setnej rocznicy niepodległości Polski.  Należało uszyć patchwork w dwóch kolorach: białym i czerwonym.
Konkurs przewidywał dwie kategorie. Jedną patchworków dużych, powyżej 100 x 100 cm. Druga to patchworki małe - do 40 x 40 cm.
Miałam mnóstwo pomysłów na uszycie czegoś na ten konkurs, ale jeden z nich był wielokrotnie ważniejszy niż wszystkie inne.
Finał jest taki - miasto przyszłości.



A jaka jest jego historia?
Mój wnuk Stefan bardzo ładnie maluje i rysuje. Zachwycam się jego pracami już od dawna. Niemalże od tych pierwszych. Powiecie: normalne, babcie tak mają.
Rok temu, na wspólnych wakacjach, Stefan narysował obrazek, który zrobił na mnie wielkie wrażenie. Jest spory, na 3 kartkach rozmiaru A4 sklejonych razem. Na nich futurystyczne miasto z wieloma detalami.


Już wtedy spytałam Stefka, czy kiedyś coś wspólnie uszyjemy. Zgodził się chętnie. Po kilku miesiącach przyszedł na to czas. Postanowiliśmy razem uszyć patchwork i zgłosić go na konkurs "Biało-czerwona".
Teraz nastąpił ścisły podział zadań.
Stefan myślał nad projektem.
Ja zbierałam białe i czerwone szmatki.

Zaczęliśmy pracować w lipcu. Stefan przyjechał do mnie na wakacje. Mieliśmy pracować dniami i nocami. Skończyło się "nocami", bo za dnia w lipcu na wsi są fajniejsze zajęcia.

Stefan wybierał szmatki, wycinał domy i ich fragmenty, przyklejał je do podłoża, rysował szczegóły znikającym flamastrem...
Jak widzicie z poświęceniem. Na kolanach ;)





Ja potem przyszyłam to, co przygotował Stefan. Wypikowałam...
Trochę roboczych zbliżeń ...
"Miasto przyszłości" ma trzy części. Górną - latającą, naziemną i podziemną.





To nie był jeszcze koniec. Trzeba było doszlifować różne fragmenty, nanieść szczegóły, wpuścić w przestrzeń powietrzną parę samolotów, a w podziemia lampy. Doszyć mosty i wieże.
I znowu pałeczkę przejął Stefek.



Tutaj rysuje mi na papierze wzór wieży, którą mam potem wypikować. "Potem", to znaczy gdy on będzie na kolejnym kawałku wakacji, czyli obozie piłkarskim.



"Wykończeniówka" to była już moja robota.

W październiku Stefan był u mnie, gdy przyjechała moja znajoma, Jola, na stałe mieszkająca w Australii. Jola już wcześniej widziała "Miasto przyszłości" i bardzo jej się spodobało.
Jola pisze co miesiąc artykuł do lokalnej gazety na temat kreatywności. Gdy zobaczyła nas razem, postanowiła przeprowadzić z nami wywiad na temat naszego szycia.
Rozmawiała ze Stefkiem o tym, jak to było z tym projektem, a na koniec spytała: a co Ci się najbardziej w nim podobało? Stefan odpowiedział: "to, że szyliśmy go razem z babcią". Czy może być większa nagroda dla mnie?

A teraz, gdy już wróciłam na Ziemię, napiszę jeszcze parę szczegółów technicznych.
Wymiary: 110 x 110 cm.
Tkaniny: przeróżne, począwszy od sztucznej skóry a skończywszy na koronkach i tiulu.
Nici: Isacord
Technika: aplikacja z ostrymi brzegami, pikowanie z wolnej ręki.

Niestety nie udało się nam pojechać na wernisaż wystawy "Biało-czerwona". Był dzisiaj w Rybniku.
Obejrzeliśmy ją w internecie. Fantastyczne prace! Niezwykle zróżnicowane, bardzo pomysłowe. Chylę czoła przed moimi Koleżankami i gratuluję zwycięzcom.
Cieszę się niezwykle, że w ciągu roku, kiedy wystawa będzie krążyć po całej Polsce (i nie tylko) na pewno odwiedzimy ją razem ze Stefkiem.

Ale była Ewa. I sfotografowała. Dzięki Kochana.



Tu znajdziecie relację Stowarzyszenia Polskiego Patchworku z wystawy, listę nagrodzonych i linki do wszystkich prac. Zajrzyjcie koniecznie. Na pewno warto.

Czy mamy ze Stefanem wspólne plany patchworkowe? Mamy!