Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pikowanie z wolnej ręki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pikowanie z wolnej ręki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 lutego 2025

Zamarznięta kałuża

 

Jakieś dwa miesiące temu dopadł mnie kryzys twórczy. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co ja mam szyć. To znaczy szyłam... Torby, poduszki. Takie różne maleństwa. A ja chciałam coś większego.
Straciłam, naprawdę straciłam wiele godzin na przeglądaniu moich katalogów zatytułowanych "inspiracje" i nic. Pustka. Plaża.

Aż któregoś dnia Facebook podrzucił mi wspomnienie. Trzy lata temu na zimowym spacerze sfotografowałam kilka małych zamarzniętych kałuż. Jedną z nich uszyłam teraz. 
 







 

 
Lód uszyłam przy wykorzystaniu organzy. Pięknie lśni w słońcu, ale ja nie umiem tego sfotografować.
Na ostatnim zdjęciu jest prawdziwa kałuża.
 
 
Jak Wam się podoba taka interpretacja przyrody?

Pozostały jeszcze zdjęcia czterech kałuż i nie zawaham się ich użyć do szycia następnych patchworków.
 
Technika: confetti
Wymiar: 105 x 105 cm

czwartek, 18 listopada 2021

Narzuta dla żeglarza

Ten projekt ma długą historię. Zamówiła go moja koleżanka. Dwie narzuty na dwa łóżka.
Zaczęłyśmy rozmawiać o nim w 2014 roku! Do konkretów przeszłyśmy rok temu.
Pierwsza narzuta powstała w czerwcu tego roku (klik) I od tamtej pory intensywnie myślałam o narzucie dla żeglarza. Przejrzałam dziesiątki obrazków z żaglówkami, różami wiatrów i innymi marynistycznymi akcesoriami. 

Efekt jest taki.


Z wszystkich inspiracji najbardziej przemówiły do mnie obrazy pana Macieja Leśniaka - krakowskiego malarza (klik)
To jeden z nich - "Regaty"

Oczywiście wygląd żaglówek bardzo uprościłam i dostosowałam do patchworkowych potrzeb.

Wybrałam tkaniny...

Zrobiłam próbki...

I na prośbę koleżanki zmieniłam kolorystykę. Zamiast koloru brązowego pojawił się czerwony. Zrobiło się weselej.


Nie miałam jakiegoś przygotowanego wzoru żaglówki. Każdą szyłam oddzielnie.
Na początku listopada miałam już zszyte dwie części narzuty. Tak powiewały na wietrze pod moim domem  - zobaczcie krótki film (klik)

Bardzo ładnie prezentowały się pod światło.

Pikowałam oddzielnie dwie części narzuty, a potem je zszyłam i ponownie wypikowałam okolice zszycia części. Chorągiewki doszyłam jako aplikacje z ostrymi brzegami.

Jedna z łódek dostała imię właściciela :)


Jeszcze fotka z najmłodszym "dzieckiem"  i machnięcie ręką na pożegnanie.

"Robótka" jest spora. Ma 200 x 220 cm. Pikowanie na zwykłej domowej maszynie było pewnym wyzwaniem. Wybrałam do pikowania prosty wzór w nieregularne fale. Jak to na jeziorze :).

Wczoraj jedno ze zdjęć narzuty pokazałam na Instagramie. W ciągu doby polubiło  je prawie 700 osób. Takiej popularności nie miał do tej pory żaden z moich patchworków. Ciekawa jestem, czy Wy też go polubicie? Najbardziej czekam na najważniejszą dla mnie opinię - Tomka.
 


 



piątek, 8 maja 2020

Bazgrolnik

Kilka miesięcy temu zadzwonił telefon: czy uszyje pani narzutę na kanapę? Wąską i długą. Właściwie tylko na tę część kanapy, na której się siada.
Ja raczej nie lubię szyć narzut, zwłaszcza takich 2,5 x 2, 5 metra. Szyję na zwykłej domowej maszynie. Takie duże narzuty to duża ekwilibrystyka przy ich pikowaniu.
Ta miała być 240 x 50 cm. Zabrzmiało zachęcająco. 
Kanapa mieszka kilkaset kilometrów ode mnie, więc poprosiłam o jej zdjęcie.
Gdy je dostałam, to zmartwiłam się. Takiej pięknej kanapy nie można niczym przykrywać. Pierwszy raz powiedziałam klientowi: nie, ja tego nie uszyję.
Jednak dałam się przekonać. Dostałam wytyczne: w narzucie mają występować kolory czerwony, zielony i niebieski. Ja od siebie dodałam żółty, bo kanapa jest w kolorze jasnej musztardy ze śmietaną.

Parę tygodni pomysł układał mi się w głowie, a ja szyłam inne patchworki.
Zrobiłam kilka próbek. Na spotkaniu mój klient wybrał tę, na której próbowałam różne ściegi, szycie z wolnej ręki zygzakiem, przyszywanie sznureczków... jednym słowem maszynowe bazgrolenie.

Na początku bardzo się ucieszyłam. Cóż łatwiejszego od bazgrolenia. Zawsze to lubiłam. Gdy jeszcze pracowałam zawodowo, to na moim biurku leżał wielki kalendarz ze zrywanymi kartkami,  na których podczas rozmów telefonicznych zawsze bazgroliłam esy floresy.

Teraz zadanie okazało się jednak trochę trudniejsze.
Trzeba było jakoś sensownie dobrać kolory i kształty tych przypadkowych kawałków tkanin. I przepikować je również z sensem.
Dodatkowo okazało się, że pikowanie zwykłymi nićmi jest za mało wyraziste. Chciałam uzyskać mocniejszy efekt "rysowania" różnymi kolorami. Zrobiłam to na trzy sposoby.
Pierwszy, to obszywanie muliny dość szerokim zygzakiem. To nadawało się do linii o dość prostym kształcie.
Drugim sposobem było pikowanie z wolnej ręki zygzakiem. Tu trzeba było uważać, żeby gęstość zygzaka była mniej więcej jednakowa. Gdy ząbki transportujące tkaninę są opuszczone, to zachowanie stałej gęstości jest dość trudne.
Trzeci sposób, to pikowanie grubymi nićmi. Już kilka razy szyłam takie quilty i wiem, że nici nr 40 często się plączą, trzeba szyć bardzo grubą igłą... Ale warto. Kolory pikowania są mocne. Tak uszyłam większość linii.

Kolorowe łatki naszywałam jedną na drugą ściegiem prostym, a gdy już były mocno przymocowane do podłoża, to obszywałam je ściegiem satynowym, czyli bardzo gęstym zygzakiem.
A potem bazgroliłam sobie kolorowymi nićmi i czasem dodatkowo naszywałam jakieś łatki.

Tak wygląda w całości:


A tak jego poszczególne fragmenty:




 Lewa strona też wygląda ciekawie.



 I jeszcze parę szczegółów.



Obszyłam quilt lamówką, ale schowaną pod spód.


Myślę, że ten bazgrolnik dużo opowiada o mnie. Psychoanalityk miałby duże pole do popisu ;). Miałam ogromny komfort robienia tego, co chcę, który czasem zamieniał się w duże wątpliwości: "ja tak lubię, ale czy to spodoba się właścicielowi?"
Spodobało się. Na razie tylko na zdjęciach, bo oryginał jest w podróży na swoją kanapę.