poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Od map Mińska Mazowieckiego do „Poplątanych ścieżek”

Dawno mnie tutaj nie było. Blog trochę ucichł, chociaż w mojej pracowni przez ten czas zdecydowanie cicho nie było. Powstawały nowe prace, były wystawy, wyjazdy, spotkania i mnóstwo patchworkowych historii, których tutaj nie opowiedziałam.
Pomyślałam więc, że czas trochę ten blog odkurzyć.

I zacznę od historii, która tak naprawdę rozpoczęła się prawie trzy lata temu, a jej ciąg dalszy można teraz oglądać na wystawie w Warszawie.

Wszystko zaczęło się od map.
W październiku 2023 roku pisałam na blogu o wystawie „Awers/Rewers” i o powstawaniu jednej z moich dwóch patchworkowych map Mińska Mazowieckiego.
Do ich wykonania potrzebowałam nietypowych tkanin, więc postanowiłam zrobić je sama.
Wykorzystywałam skrawki materiałów, stare włóczki, muliny, kordonki i nitki wyciągane z tkanin. Układałam wszystko na hydrofolii, przykrywałam drugą jej warstwą, spinałam, a następnie bardzo gęsto pikowałam. Po wypłukaniu hydrofolii zostawała zupełnie nowa, nieregularna i przestrzenna tkanina.


Z tych przygotowanych przeze mnie tkanin powstała mapa Mińska Mazowieckiego.

Drugą mapę uszyłam z tiulu. 


Jeżeli macie ochotę wrócić do początku tej historii i dokładnie zobaczyć, jak powstawały tkaniny i jedna z map, zapraszam do mojego wpisu z 2023 roku: Mapy Mińska Mazowieckiego – wystawa „Awers/Rewers” Obie mapy miały później dalszy ciąg swojej historii.

Od początku istnienia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy staram się ją wspierać. Kiedyś były to po prostu pieniądze wrzucane do puszki, później przelewy, a wtedy postanowiłam przekazać na licytację dwie patchworkowe mapy Mińska Mazowieckiego.

Obie zostały wylicytowane podczas finału WOŚP w Mińsku Mazowieckim i obie zostały w Mińsku – znalazły tam swoich nowych właścicieli. Bardzo się z tego cieszyłam. Lubię, kiedy moje prace zaczynają żyć własnym życiem, ale jeszcze bardziej lubię, kiedy przy okazji mogą zrobić coś dobrego.



Mapy znalazły nowy dom, ale w mojej pracowni zostały fragmenty tkanin, które przygotowałam do ich uszycia.  A ja takich rzeczy nie wyrzucam.

W starym wpisie z 2023 roku napisałam o tych resztkach: „Na pewno je wykorzystam!” I rzeczywiście wykorzystałam. Przeleżały jakiś czas w pracowni. Czekały, aż pojawi się dla nich pomysł. W końcu dostały drugie życie.

Bardzo lubię takie historie. Materiał przygotowany kiedyś z myślą o jednej pracy nie musi kończyć swojego życia razem z nią. Zostaje fragment, ścinki, czasem zupełnie nieforemny kawałek. Odkładam go, bo przecież może się jeszcze przydać. I po dwóch czy trzech latach okazuje się, że właśnie te resztki stają się początkiem zupełnie nowej pracy.

W patchworku chyba nic nie musi być naprawdę skończone. Jedna praca może stać się początkiem następnej. Technika wymyślona dla konkretnego projektu może zaprowadzić mnie w zupełnie innym kierunku. A kawałki, które kiedyś odłożyłam do pudełka, mogą po kilku latach dostać własny tytuł i zawisnąć w galerii.


I właśnie teraz „Poplątane ścieżki” można oglądać w Warszawie. Praca bierze udział w wystawie „Mazowieckie ścieżki” w galerii Okręgu Warszawskiego Związku Polskich Artystów Plastyków, w Domu Artysty Plastyka przy ul. Mazowieckiej 11A w Warszawie. Wystawa potrwa do 23 sierpnia 2026 r.

Bardzo się cieszę, że ta niewielka praca znalazła się właśnie na tej wystawie. Jej historia zaczęła się przecież od zupełnie innego projektu. Od map Mińska Mazowieckiego, hydrofolii, nitek, włóczek i kawałków tkanin rozsypanych na stole w mojej pracowni. Potem były dwie mapy. Wystawa. WOŚP. Licytacja i nowi właściciele. 


Zapraszam Was bardzo serdecznie na wystawę „Mazowieckie ścieżki” w imieniu swoim oraz koleżanek i kolegów, których prace można tam oglądać.

A tym wpisem mam nadzieję rozpocząć także trochę bardziej regularny powrót na blog. Bo przez czas mojej nieobecności nazbierało się sporo historii. I chyba najwyższy czas je opowiedzieć.

poniedziałek, 10 sierpnia 2026

Mój artykuł o technice confetti w newsletterze SAQA Europe & Middle East

 

Bardzo się cieszę, że mogę podzielić się z Wami wiadomością, która sprawiła mi ogromną przyjemność.

W sierpniowym newsletterze SAQA Europe & Middle East – Studio Art Quilt Associates ukazał się mój artykuł „Confetti – my way of painting with fabrics”, czyli „Confetti – mój sposób malowania tkaninami”.

SAQA jest międzynarodową organizacją skupiającą artystów zajmujących się art quiltem. Należę do niej od kilku lat i tym bardziej cieszę się, że mogłam na jej łamach opowiedzieć o technice, która jest mi szczególnie bliska.

Confetti to chyba najbardziej „moja” technika. Przez lata poznawałam i wykorzystywałam bardzo różne techniki patchworkowe, ale właśnie do confetti nieustannie wracam. Powstało już ponad 70 moich prac wykonanych w ten sposób i nadal odkrywam w tej technice nowe możliwości.


Cały sierpniowy newsletter SAQA Europe & Middle East można przeczytać tutaj: SAQA Europe & Middle East – August 2026 Newsletter

Mój artykuł znajduje się na stronach 4–6 newslettera. Został opublikowany w języku angielskim, dlatego poniżej zamieszczam również jego polską wersję.

Confetti – mój sposób malowania tkaninami

Od ponad czterdziestu lat zgłębiam świat patchworku i szukam odpowiedzi na pytanie, jak kawałki tkanin mogą stać się dziełem sztuki.

Po zakończeniu pracy zawodowej i przejściu na emeryturę założyłam szkołę patchworku i od tego czasu przeprowadziłam setki kursów w Polsce oraz za granicą. Jestem współzałożycielką Stowarzyszenia Polskiego Patchworku, członkinią Związku Polskich Artystów Plastyków oraz inicjatorką ogólnopolskiego projektu charytatywnego „Serce od Serca”, w ramach którego od ośmiu lat szyjemy poduszki rehabilitacyjne dla pacjentów po mastektomii.

Od początku najbardziej fascynowały mnie art quilty. Nie interesowało mnie odtwarzanie tradycyjnych wzorów patchworkowych. Szukałam techniki, która pozwoli mi tworzyć obrazy z tkanin. Przez lata poznałam i wykorzystywałam wiele technik patchworkowych. Każda z nich daje inne możliwości i każda czegoś mnie nauczyła. Jednak to właśnie confetti najlepiej pozwala mi wyrazić to, co chcę pokazać w swoich pracach. Dlatego w tym artykule chciałabym opowiedzieć właśnie o niej.

Po raz pierwszy zetknęłam się z techniką confetti, oglądając quilty japońskiej artystki Noriko Endo. Zachwyciły mnie ich malarskość, subtelne przejścia kolorów i niezwykły nastrój. Pomyślałam wtedy, że właśnie w taki sposób chciałabym opowiadać o świecie za pomocą tkanin. Z czasem odkryłam, że confetti stało się moim własnym językiem artystycznym.

Od tamtej pory uszyłam tą techniką ponad 70 quiltów i mimo że próbowałam wielu innych metod, do confetti wracam najchętniej. Wciąż odkrywam w niej nowe możliwości.

Technika polega na układaniu obrazu z tysięcy maleńkich kawałków tkanin, przykryciu ich warstwą tiulu i utrwaleniu gęstym pikowaniem. Dla mnie jest jednak czymś znacznie więcej niż tylko sposobem wykonania quiltu.

Od wielu lat również maluję. W malarstwie miesza się farby, ja mieszam kolory tkanin. Zamiast pociągnięć pędzla układam tysiące drobnych fragmentów materiału. Każdy z nich wnosi odrobinę koloru, światła lub cienia, a dopiero razem tworzą obraz.



Najbardziej fascynuje mnie chwila, gdy z pozornie przypadkowych kawałków zaczyna wyłaniać się kompozycja. Nigdy nie jest ona dokładnie taka, jak wyobrażałam ją sobie na początku. Obraz żyje własnym życiem i często potrafi mnie zaskoczyć.

Nie próbuję wiernie kopiować natury. Bardziej niż pojedyncze liście czy płatki kwiatów interesują mnie światło, atmosfera i emocje, które pozostają w pamięci po spotkaniu z danym miejscem. Chcę zatrzymać ulotną chwilę – mgłę unoszącą się nad łąką, promienie słońca przenikające przez drzewa, ruch kwiatów na wietrze czy kolory letniego wieczoru.

Równie ważnym etapem jak układanie tkanin jest dla mnie pikowanie. Nie traktuję go jako wykończenia pracy, lecz jako kolejny sposób budowania obrazu. Za pomocą linii, gęstości ściegów oraz nici o różnych kolorach i grubościach podkreślam kierunek traw, kształt liści, światło i fakturę. Dzięki temu powierzchnia quiltu zmienia się wraz z oświetleniem i nabiera głębi.

Często słyszę pytanie, dlaczego poświęcam tyle czasu na układanie tysięcy maleńkich kawałków tkanin. Odpowiedź jest prosta. Świat, który mnie zachwyca, również składa się z drobnych elementów – liści, źdźbeł trawy, promieni światła i płatków kwiatów. Dopiero razem tworzą obraz, który próbuję zatrzymać w swoich quiltach.


Bardzo się cieszę, że właśnie o confetti mogłam opowiedzieć czytelnikom SAQA Europe & Middle East. Ta technika jest ze mną od wielu lat i stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów mojej twórczości.

A ja, mimo kilkudziesięciu uszytych w ten sposób quiltów, nadal mam ochotę rozsypywać na stole kolejne maleńkie kawałeczki tkanin i sprawdzać, jaki obraz tym razem z nich powstanie.