Dawno mnie tutaj nie było. Blog trochę ucichł, chociaż w mojej pracowni przez ten czas zdecydowanie cicho nie było. Powstawały nowe prace, były wystawy, wyjazdy, spotkania i mnóstwo patchworkowych historii, których tutaj nie opowiedziałam.
Pomyślałam więc, że czas trochę ten blog odkurzyć.
I zacznę od historii, która tak naprawdę rozpoczęła się prawie trzy lata temu, a jej ciąg dalszy można teraz oglądać na wystawie w Warszawie.
Wszystko zaczęło się od map.
W październiku 2023 roku pisałam na blogu o wystawie „Awers/Rewers” i o powstawaniu jednej z moich dwóch patchworkowych map Mińska Mazowieckiego.
Do ich wykonania potrzebowałam nietypowych tkanin, więc postanowiłam zrobić je sama.
Wykorzystywałam skrawki materiałów, stare włóczki, muliny, kordonki i nitki wyciągane z tkanin. Układałam wszystko na hydrofolii, przykrywałam drugą jej warstwą, spinałam, a następnie bardzo gęsto pikowałam. Po wypłukaniu hydrofolii zostawała zupełnie nowa, nieregularna i przestrzenna tkanina.
Z tych przygotowanych przeze mnie tkanin powstała mapa Mińska Mazowieckiego.
Drugą mapę uszyłam z tiulu.
Jeżeli macie ochotę wrócić do początku tej historii i dokładnie zobaczyć, jak powstawały tkaniny i jedna z map, zapraszam do mojego wpisu z 2023 roku: Mapy Mińska Mazowieckiego – wystawa „Awers/Rewers” Obie mapy miały później dalszy ciąg swojej historii.
Od początku istnienia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy staram się ją wspierać. Kiedyś były to po prostu pieniądze wrzucane do puszki, później przelewy, a wtedy postanowiłam przekazać na licytację dwie patchworkowe mapy Mińska Mazowieckiego.
Obie zostały wylicytowane podczas finału WOŚP w Mińsku Mazowieckim i obie zostały w Mińsku – znalazły tam swoich nowych właścicieli. Bardzo się z tego cieszyłam. Lubię, kiedy moje prace zaczynają żyć własnym życiem, ale jeszcze bardziej lubię, kiedy przy okazji mogą zrobić coś dobrego.
Mapy znalazły nowy dom, ale w mojej pracowni zostały fragmenty tkanin, które przygotowałam do ich uszycia. A ja takich rzeczy nie wyrzucam.
W starym wpisie z 2023 roku napisałam o tych resztkach: „Na pewno je wykorzystam!” I rzeczywiście wykorzystałam. Przeleżały jakiś czas w pracowni. Czekały, aż pojawi się dla nich pomysł. W końcu dostały drugie życie.
Bardzo lubię takie historie. Materiał przygotowany kiedyś z myślą o jednej pracy nie musi kończyć swojego życia razem z nią. Zostaje fragment, ścinki, czasem zupełnie nieforemny kawałek. Odkładam go, bo przecież może się jeszcze przydać. I po dwóch czy trzech latach okazuje się, że właśnie te resztki stają się początkiem zupełnie nowej pracy.
W patchworku chyba nic nie musi być naprawdę skończone. Jedna praca może stać się początkiem następnej. Technika wymyślona dla konkretnego projektu może zaprowadzić mnie w zupełnie innym kierunku. A kawałki, które kiedyś odłożyłam do pudełka, mogą po kilku latach dostać własny tytuł i zawisnąć w galerii.
I właśnie teraz „Poplątane ścieżki” można oglądać w Warszawie. Praca bierze udział w wystawie „Mazowieckie ścieżki” w galerii Okręgu Warszawskiego Związku Polskich Artystów Plastyków, w Domu Artysty Plastyka przy ul. Mazowieckiej 11A w Warszawie. Wystawa potrwa do 23 sierpnia 2026 r.
Bardzo się cieszę, że ta niewielka praca znalazła się właśnie na tej
wystawie. Jej historia zaczęła się przecież od zupełnie innego projektu.
Od map Mińska Mazowieckiego, hydrofolii, nitek, włóczek i kawałków
tkanin rozsypanych na stole w mojej pracowni. Potem były dwie mapy.
Wystawa. WOŚP. Licytacja i nowi właściciele.
Zapraszam Was bardzo serdecznie na wystawę „Mazowieckie ścieżki” w imieniu swoim oraz koleżanek i kolegów, których prace można tam oglądać.
A tym wpisem mam nadzieję rozpocząć także trochę bardziej regularny powrót na blog. Bo przez czas mojej nieobecności nazbierało się sporo historii. I chyba najwyższy czas je opowiedzieć.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz