W moim poprzednim poście pokazałam "szalejące" planety. Spodobał się Wam ten patchwork. Bardzo dziękuję za wszystkie Wasze komentarze.
Dzisiaj kolejny patchwork z tej serii. Te planety uspokoiły się trochę. Przynajmniej kolorystycznie.
In previous post I've shown you my "crazy planets". You've sent a lot of positive comments and I am very happy that you enjoyed my work.
The patchwork I want to show you today is calmer. Calmer in colour.
Tym razem szyłam je inaczej.
Niedawno rozpoczęłam współpracę z firmą JUKI i w mojej pracowni znalazła się fantastyczna maszyna z długim ramieniem JUKI TL-2200QVP. Zwykle takie maszyny służą do pikowania, ale ja wykorzystałam ją do uszycia tego patchworku.
Na zwykłej domowej maszynie do szycia uszyłam tło. Na kawałek materiału nakładałam inne kawałki w kształcie półobręczy. Przyszyłam je do podłoża. To moje "podobrazie".
This work was sewn in a different way.
I have started cooperation with JUKI company. One of many positive things about this cooperation is the fact, that JUKI TL-2200QVP, the long arm machine, has arrived to my workshop. Typically these machines are used for quilting, but I've used it to sew the patchwork.
I have used the regular sewing machine to make the background which was sewed on the base.
Teraz przeniosłam się już na Long Arm i zaczęłam prawdziwe "malowanie igłą".
When the background was finished I have started to use the Long Arm. This was like painting with the needle.
Na przygotowane wcześniej podłoże nakładałam inne skrawki materiału i przyszywałam je prostymi ściegami zbiegającymi się w środku kół.
I put big scraps of fabrics on the background and sewed them on with the straight stiches. The stitches converge at the centres of the circles.
Przecinałam materiał między szwami, korzystając z fantastycznego produktu drugiej japońskiej firmy OLFA. To jej specjalny nóż do techniki chenille.
I have cut the fabric between the stitches using the knife produced by the japaneese manufacturer OLFA. This is the knife dedicated to the chenille technique.
Byłam bardzo ciekawa jaki efekt osiągnę, więc cięcie materiałów robiłam jeszcze przed zdjęciem pracy z maszyny z długim ramieniem, chociaż wygodniej byłoby zrobić to później.
Gdy przecięłam już wszystkie tunele między szwami i powycinałam miejscami materiał, żeby odsłonić warstwy spod spodu, moim oczom ukazał się taki widok.
I was very curious of the effect of my work so I cut the materials before removing the patchwork from the machine with a long arm even though it would be easier to do it later.
This is what I saw when I cut all the pieces between the stitches:
Nie byłam zadowolona. Praca była chłodna jak Królowa Śniegu.
Postanowiłam trochę ocieplić tę bajkę. W kilku miejscach dodałam kawałki złotej podszewki i bordowej tafty, a także lamówkę z czekoladowo-brązowej bawełny.
Ten zabieg bardzo zmienił obrazek.
Tak wyglądają moje "Planety 2". Mają 150 x 115 cm.
Fotografowałam je kilka razy i ciągle nie byłam zadowolona. Albo było za duże słońce, albo za duże chmury. To trudny obiekt. Dzisiejsze zdjęcia są najlepsze, a i tak najchętniej pokazałabym Wam je "na żywo", bo byłoby widać, te wszystkie błyski i postrzępione niteczki, które są bardzo ważne w tej pracy, a których ja nie potrafię sfotografować.
I wasn't happy with the result. The work was cold as the Ice Queen.
I wanted to make it a little bit warmer. I added pieces of the golden pillwcase, the crimson taffeta and the brown edging.
I called this quilt "The Planets 2". It is 150 x 115 cm big.
I have tried to take good photos for several times. There is always something I don't like about the pictures, this patchwork is hard to be photographed. I would love to show you my work "live", that's when each of you could see the details, the little threads, shadows which are so important.
poniedziałek, 16 marca 2015
czwartek, 15 stycznia 2015
A planety szaleją, szaleją..... czyli "szyj i tnij" / And the planets go crazy, crazy... - "sew and cut".
Moja najnowsza praca jest skrzyżowaniem fascynacji malarstwem Soni Delaunay i sposobu szycia patchworków przez Kit Vincent. Jak do tego dodam jeszcze fragment piosenki Maanamu "A planety szaleją, szaleją...", którym postanowiłam nazwać ten patchwork, to wygląda na to, że w mojej pracowni zapanował sezon wielkich kradzieży.
Praca też jest wielka, 210 x 140 cm. Szyłam ją ponad półtora miesiąca. Przygotowując się do szycia namalowałam nawet taki obraz, żeby poznać lepiej niuanse kolorystyczne.
Ta praca jest prezentem. Spodobał się.
My newest work is a result of fascination with Sonia Delaunay’s way of painting and the way of making quilts by Kit Vincent. In addition I repeat in my head a fragment of the song written by Maanam “And the planets go crazy, crazy…”, which is also the name of this quilt. This all makes me think that the season of Big Borrowing has starded in my atelier. The quilt is very big - its dimensions are 210 x 140 cm. I have been sewing it for over one and a half month. Before I’ve sewn it I’ve painted an image to understand the variations of colours better. This quilt is a gift. The new owner likes it very much.
A jak ją szyłam i cięłam?
Na spód i ocieplinę nałożyłam obręcze z tkanin w różnych kolorach i przyszyłam je dość nonszalancko, nakładając wcześniej brzegi obręczy na siebie. Tak powstało tło. Tutaj widać je z lewej strony zdjęcia.
Potem nakładałam kolejne warstwy materiału, czasem tylko jedną, czasem dwie, trzy, czy nawet cztery. Kawałki miały kształt zaokrąglony ale też wycinałam je nie dbając zbytnio o ich wygląd. Przypinałam je szpilkami do podłoża.
A potem szyłam "po szpilkach", przez wszystkie warstwy materiału, drapiąc się przy tym okrutnie.
I quilted without taking the pins out. My fingers were scratched!
Teraz przyszedł czas na nożyczki. Wycinałam kolejne warstwy materiału starając się, żeby kawałki tkanin będące na górze były nieco węższe niż te pod nimi.
Czasem było tak wiele warstw tkanin, że prawie nie było widać tła, a czasem tło dominowało fragment tkaniny.
Zdarzało się czasem, że nie byłam zadowolona z efektu kolorystycznego i nakładałam kolejną warstwę tkaniny.
Materiały są niemalże w 100% jednobarwne, sporo jest taft i brokatów. Są tu bawełny, lny, dżerseje.... wszystko, co podeszło mi pod rękę. Obiecuję sobie, że kiedyś policzę ile różnych tkanin zastosowałam w tej pracy. Myślę, że będzie ich ze sto.
Jestem bardzo zadowolona z tego patchworku. Gdy ogląda się go "na żywo", to niemalże wiruje, drga, mieni się, lśni. Uszyję na pewno więcej takich planet. Teraz marzy mi się prawie biała, i mam już dla niej nazwę - "Zawieja". A czy uszyję? Zobaczymy na ile pochłonie mnie nowe wyposażenie mojej Szkoły Patchworku czyli Juki TL-2200QVP.
Praca też jest wielka, 210 x 140 cm. Szyłam ją ponad półtora miesiąca. Przygotowując się do szycia namalowałam nawet taki obraz, żeby poznać lepiej niuanse kolorystyczne.
Ta praca jest prezentem. Spodobał się.
My newest work is a result of fascination with Sonia Delaunay’s way of painting and the way of making quilts by Kit Vincent. In addition I repeat in my head a fragment of the song written by Maanam “And the planets go crazy, crazy…”, which is also the name of this quilt. This all makes me think that the season of Big Borrowing has starded in my atelier. The quilt is very big - its dimensions are 210 x 140 cm. I have been sewing it for over one and a half month. Before I’ve sewn it I’ve painted an image to understand the variations of colours better. This quilt is a gift. The new owner likes it very much.
A jak ją szyłam i cięłam?
Na spód i ocieplinę nałożyłam obręcze z tkanin w różnych kolorach i przyszyłam je dość nonszalancko, nakładając wcześniej brzegi obręczy na siebie. Tak powstało tło. Tutaj widać je z lewej strony zdjęcia.
This is how I made this quilt.
A cotton batting is the bottom layer of the quilt. I have put the rings cut out of colorful fabrics on the batting and sewed them on the batting so that the edges of the rings were overlapping. This is how the background looked like - you can see it on the left side of the picture.
Potem nakładałam kolejne warstwy materiału, czasem tylko jedną, czasem dwie, trzy, czy nawet cztery. Kawałki miały kształt zaokrąglony ale też wycinałam je nie dbając zbytnio o ich wygląd. Przypinałam je szpilkami do podłoża.
I put more and more layers of the fabrics, sometimes one sometimes more: there are places where you can find four layers. The pieces are rounded in the shape but I wasn’t very precise when I was cutting them. I pinned them with the pins to the bottom layer.
A potem szyłam "po szpilkach", przez wszystkie warstwy materiału, drapiąc się przy tym okrutnie.
I quilted without taking the pins out. My fingers were scratched!
Teraz przyszedł czas na nożyczki. Wycinałam kolejne warstwy materiału starając się, żeby kawałki tkanin będące na górze były nieco węższe niż te pod nimi.
Czasem było tak wiele warstw tkanin, że prawie nie było widać tła, a czasem tło dominowało fragment tkaniny.
The next part was cutting. I cut the layers of fabrics out so that the pieces on the top layer were smaller than the ones on the layers under.
There are fragments where there are so many layers of fabrics that you can hardly see the bottom layer.Zdarzało się czasem, że nie byłam zadowolona z efektu kolorystycznego i nakładałam kolejną warstwę tkaniny.
Materiały są niemalże w 100% jednobarwne, sporo jest taft i brokatów. Są tu bawełny, lny, dżerseje.... wszystko, co podeszło mi pod rękę. Obiecuję sobie, że kiedyś policzę ile różnych tkanin zastosowałam w tej pracy. Myślę, że będzie ich ze sto.
Jestem bardzo zadowolona z tego patchworku. Gdy ogląda się go "na żywo", to niemalże wiruje, drga, mieni się, lśni. Uszyję na pewno więcej takich planet. Teraz marzy mi się prawie biała, i mam już dla niej nazwę - "Zawieja". A czy uszyję? Zobaczymy na ile pochłonie mnie nowe wyposażenie mojej Szkoły Patchworku czyli Juki TL-2200QVP.
There were moments when I wasn’t happy with the dominant colour and I sewed additional layer on. The fabrics are almost 100% monochrome, I used some taffeta and brocade. You can also find some cotton, linen, jersey… anything I could find in my atelier. I promised myself to count the different kinds of fabrics I used to make this quilt, I think there are at least one hundred.
I really like this quilt. When I look at it I can almost see how it moves, swirls, shines, twitches… I am definitely make more planets like this. I want to make one in the shades of white, I will name it “Blizzard”. Will I sew it? Time will show. Now I am absorbed in the new equipment of my School of Patchwork, the sewing machine Juki TL-2200QVP.
piątek, 5 grudnia 2014
Śnieżynka odwrócona
Śniegu w tym roku ani na lekarstwo, ale wokół już trwają świąteczne przygotowania. Ja też uległam temu nurtowi i uszyłam mały patchwork - śnieżynkę. Ma 32 x 32 cm i jest właściwie wprawką przed niedzielnymi zajęciami w Szkole Patchworku. Szkolenie poprowadzi Kasia Małyszko. Będzie opowiadała o swoich makałatkach, a także nauczy nas aplikacji odwróconej "mola".
Klasyczne "mola" szyje się ręcznie, ale ja postanowiłam zaeksperymentować i uszyłam śnieżynkę metodą aplikacji odwróconej na maszynie.
Żałuję, że nie umiem fotograficznie oddać uroków tego maleństwa. Granatowy materiał - tło, ma wplecione od czasu do czasu srebrne niteczki, których na zdjęciu kompletnie nie widać. Podobnie jest z tkaniną, z której jest śnieżynka. To materiał ubraniowy, przypominający w splocie len, ale ze srebrnym połyskiem.
Raczej nie pokazuję lewej strony prac, ale tu zrobię wyjątek. Na połyskliwej kremowej satynie widać granatową śnieżynkę. Gdybym przewidziała, że patchwork tak fajnie będzie wyglądał na lewej stronie, to przyłożyłabym się jeszcze bardziej do jego wykonania i obrazeczek byłby dwustronny.
Całe szycie zajęło mi trzy godziny. Tak krótko, bo oczywiście skorzystałam z szycia przez papier :).
Klasyczne "mola" szyje się ręcznie, ale ja postanowiłam zaeksperymentować i uszyłam śnieżynkę metodą aplikacji odwróconej na maszynie.
Żałuję, że nie umiem fotograficznie oddać uroków tego maleństwa. Granatowy materiał - tło, ma wplecione od czasu do czasu srebrne niteczki, których na zdjęciu kompletnie nie widać. Podobnie jest z tkaniną, z której jest śnieżynka. To materiał ubraniowy, przypominający w splocie len, ale ze srebrnym połyskiem.
Raczej nie pokazuję lewej strony prac, ale tu zrobię wyjątek. Na połyskliwej kremowej satynie widać granatową śnieżynkę. Gdybym przewidziała, że patchwork tak fajnie będzie wyglądał na lewej stronie, to przyłożyłabym się jeszcze bardziej do jego wykonania i obrazeczek byłby dwustronny.
Całe szycie zajęło mi trzy godziny. Tak krótko, bo oczywiście skorzystałam z szycia przez papier :).
niedziela, 9 listopada 2014
Próbka jak malowanie czyli o mojej fascynacji patchworkami Kit Vincent
Czasem wałęsam się po internecie.
Czasem trafiam na patchworki, które nie dają mi potem spać.
Tak było i tym razem, gdy trafiłam na stronę Kit Vincent. Spodobało mi się bardzo to, co szyje, a zwłaszcza jej nowe prace. Parę dni zastanawiałam się jak wprowadzić w życie nowy pomysł na patchwork. Zaczęłam szyć małą próbkę - 30 x 30 cm. Na początku kawałki materiału zaczęłam przyszywać równolegle do siebie.
Potem trafiłam na Kit Vincent na Pintereście i oczywiście najpierw obejrzałam jej tablicę "koła", bo to mój ulubiony motyw. Tam znalazłam obrazek autorstwa Lulu Sanchez. i moja próbka zmieniła się - zaczęłam układać szmatki po łukach.
Tak wygląda gotowa próbka. Strzępy są zamierzonym efektem, mają powodować rozproszenie kolorów. Jestem z niej bardzo zadowolona i na pewno będę szyć w ten sposób jakiś większy patchwork.
A to grafika Lulu Sanchez, która zmieniła wygląd mojej pracy, bo od momentu, gdy ją zobaczyłam, zaczęłam próbkę szyć "na okrągło".
Czasem trafiam na patchworki, które nie dają mi potem spać.
Tak było i tym razem, gdy trafiłam na stronę Kit Vincent. Spodobało mi się bardzo to, co szyje, a zwłaszcza jej nowe prace. Parę dni zastanawiałam się jak wprowadzić w życie nowy pomysł na patchwork. Zaczęłam szyć małą próbkę - 30 x 30 cm. Na początku kawałki materiału zaczęłam przyszywać równolegle do siebie.
Potem trafiłam na Kit Vincent na Pintereście i oczywiście najpierw obejrzałam jej tablicę "koła", bo to mój ulubiony motyw. Tam znalazłam obrazek autorstwa Lulu Sanchez. i moja próbka zmieniła się - zaczęłam układać szmatki po łukach.
Tak wygląda gotowa próbka. Strzępy są zamierzonym efektem, mają powodować rozproszenie kolorów. Jestem z niej bardzo zadowolona i na pewno będę szyć w ten sposób jakiś większy patchwork.
Tak próbka prezentuje się z bliska.
To jest patchwork Kit Vincent. Podoba mi się najbardziej z tych, które można obejrzeć na jej stronie.
A to grafika Lulu Sanchez, która zmieniła wygląd mojej pracy, bo od momentu, gdy ją zobaczyłam, zaczęłam próbkę szyć "na okrągło".
poniedziałek, 27 października 2014
Around The World Blog Hop
Patchworkami zajmuję się od 30 lat. Przez wiele lat to było moje hobby i nie miałam na nie tyle czasu ile chciałabym. Z wykształcenia jestem inżynierem ale przez wiele lat byłam szefem agencji marketingowej działającej w branży badania rynku. Dwa lata temu przeszłam na emeryturę i niedługo potem stworzyłam pierwszą w Polsce Szkołę Patchworku. Mam syna i dwójkę fantastycznych wnucząt. Półtora roku temu wyprowadziłam się z Warszawy do domu pod Puszczą Kampinoską. Wokół mnie przyroda aż kipi, pod ogrodzenie przychodzą sarny i zające a parę dni temu zawitał łoś.
1. Nad czym teraz pracuję?
Trzy dni temu skończyłam kołderkę dla małej Zuzi, którą uszyłam według projektu zakupionego w Amy Bradley Designs. Pierwszy raz w życiu szyłam coś według czyjegoś wzoru, ale tak urzekła mnie pogoda i radość tego projektu, że nie mogłam się oprzeć pokusie uszycia go.
Kołderka przerwała moją dużą pracę z heksagonów. Powrócę do niej niebawem.
Podczas wakacyjnych podróży obszyłam ręcznie ponad 1200 sześciokątów foremnych z papieru.
Rozpoczęłam zszywanie ich na maszynie. Jeszcze nie jestem pewna co powstanie z tej "zszywanki". Może to będą pokrowce na kanapę i fotele, a może wielki patchwork na ścianę w moim salonie.
2. Czym moje prace różnią się od prac innych quilterek?
Najbardziej lubię zajmować się art quiltem.Stworzyłam swoją technikę, którą nazywam łaciakami. Nie znam nikogo innego, kto szyłby w ten sposób. Moje prace składają się z kilku tysięcy kawałków materiału.
Wystawiałam je w zeszłym roku w Berlinie i bardzo spodobały się quilterkom z różnych krajów.
Drugi nurt moich prac to szycie map i kopii obrazów.
Bardzo lubię swoją Warszawę i Wilanów.
Mnóstwo radości daje mi szycie patchworków inspirowanych przyrodą.
3. Dlaczego tworzę to, co tworzę?
Zawsze lubiłam przyrodę. Uwielbiam łąki. Mogę po nich chodzić godzinami i zawsze fascynuje mnie bogactwo kolorów i szczegółów. Łąki są piękne o każdej porze roku, nawet jesienią, gdy sterczą na nich właściwie same badyle, potrafią być piękne.
Od kilku lat uczę się malować. W moich obrazach, podobnie jak w patchworkach, przyroda gra pierwsze skrzypce.
Najbardziej odpowiednia techniką do wyrażania moich przyrodniczych zainteresowań jest oczywiście art quilt. Ta technika daje mi ogromne poczucie wolności, zachęca mnie do kreatywności, szukania nowych dróg, i to mnie najbardziej pociąga w szyciu patchworków.
4. Jak przebiega mój proces twórczy?
Najważniejsza w tym procesie jest inspiracja, a ta często przychodzi nie wiadomo skąd. Chyba najczęściej jednak to są obrazy. Różne. Fotografie gromadzone przeze mnie od wielu lat. Wyszukane w internecie albo zrobione podczas podróży, a także obrazy znanych malarzy.
To w internecie znalazłam fotografię obrazu Rafała Borcza, nie wiedząc jeszcze wtedy, że to krakowski malarz. Zauroczona klimatem jeziora zimą, uszyłam swoją kopię obrazu.
Obrazki, które uszyłam na tej kołderce są wierną kopią tych, które zostały namalowane przez 4 letnią dziewczynkę.
Czasem bywa też tak, jak w przypadku "Luny". Przyjaciółka poprosiła mnie: "uszyj mi obraz na ścianę w kolorach brązowym, beżowym, granatowym i niebieskim". Długo łamałam sobie głowę, jak to zrobić i co uszyć. Myślałam kilka miesięcy, aż przyszedł mi do głowy pomysł, który potem trochę zmodyfikowałam i uszyłam całą serię "łaciaków".
Zdarza się też takie prośby: "Aniu, uszyj mi coś do kuchni moich przyjaciół, którzy uwielbiają Włochy.... i żeby to było w tonacji szarej". No to jest.
Rzadko korzystam z tradycyjnych wzorów, a jeżeli już, to i tak to zrobię po swojemu, jak było w przypadku narzuty uszytej z 1140 kwadracików. Uszyłam ją i wypikowałam ręcznie.
Bardzo dziękuję Wiesi za zaproszenie do zabawy.
Ja zapraszam Was w przyszły poniedziałek do Marzeny Krzewickiej, która razem ze mną prowadzi Szkołę Patchworku. Marzena szyje bardzo ciekawe patchworki, a ja nauczyłam się od niej przeróżnych patchworkowych technik. Zajrzyjcie też na blog Kasi Małyszko. Marzena mówi o niej "Nikifor polskiego patchworku". Kasia szyje fantastyczne makałatki - piękne obrazki zaprawione szczyptą poczucia humoru.
Tak się złożyło, że ten post jest moim 100! Prowadzę blog od maja 2011 roku. Od tamtej pory był odwiedzany 103 tysiące razy.
Dziękuję bardzo wszystkim, którzy tu zaglądają, zostawiają swoje komentarze. To niezwykła motywacja dla mnie. Zapraszam Was znowu.
piątek, 24 października 2014
Kołderka dla Zuzi według projektu "Amy Bradley Designs"
Niedawno na świecie pojawiła się Zuzia. Postanowiłam uszyć kołderkę dla niej. Przeszukiwałam intensywnie zasoby internetowe, bo "słodkie" kołderki nie są moją najmocniejszą stroną. Trafiłam na projekt "Amy Bradley Designs" i zachwycił mnie tak, że już żadne inne pomysły nie mogły z nim konkurować. I stało się - pierwszy raz w życiu kupiłam projekt i uszyłam według niego patchwork.
Maleńka Zuzia chyba teraz rozpoznaje tylko kolorowe plamy, ale mam nadzieję, że gdy trochę podrośnie, to podzieli mój zachwyt nad radosnymi zwierzakami. Oczywiście troch zmodyfikowałam projekt, jest nieco mniej zwierzątek ale za to przyszyłam imię Zuzi - to prezent na jej chrzciny.
Zrobiłam aplikacje z podwijanymi brzegami i nie używałam flizeliny dwustronnie przylepnej, bo chciałam żeby kołderka wytrzymywała częste prania ale była też mięciutka i miła do przytulania.
Jak przy każdej pracy, przy tej też, spotkały mnie przygody z cyklu "już nigdy w życiu....".
Już nigdy w życiu nie kupię do szycia patchworków tkaniny o splocie satynowym, zwłaszcza jak będę przyszywać aplikacje wzorem podobnym do grabi. Delikatny splot tkaniny w połączeniu z bardzo gęstym ściegiem, dały mi się we znaki zwłaszcza, gdy potrzebowałam coś spruć.
Już nigdy nie wrzucę do pralki nowych materiałów do dekatyzacji, bez ich wcześniejszego dokładnego obejrzenia. Okazało się, że na kilku jasnych tkaninach, które kupiłam w warszawskiej "Elce" były przyklejone malutkie kolorowe karteczki chyba z cenami, które sprały się częściowo ale zdążyły zafarbować materiały na tyle delikatnie, że nie zauważyłam tego przy sztucznym świetle ale za to plamy były były widoczne przy świetle dziennym na spodzie kołderki, gdy rano przyszywałam do niej lamówki.
Trzecie "już nigdy" to jest refren, który powtarzam sobie i swoim uczennicom, ale jak widać jestem odporna na taką wiedzę dlatego napiszę to literami drukowanymi - JUŻ NIGDY NIE WEZMĘ DO POWAŻNEGO PROJEKTU ŻADNYCH TKANIN BEZ DOKŁADNEGO OBEJRZENIA ICH W SŁOŃCU!
Po tej pokaźnej porcji kajania się muszę Wam powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tego patchworku. Najbardziej lubię owcę ale po piętach drepcze jej osioł.
Na zakup i transport projektu wydałam trochę ponad 40 $. Przesyłka przyszła w kilka dni i byłam zaskoczona, jak dokładnie jest w nim wszystko opisane. To bardzo ułatwiało pracę.
A tak wygląda moje - Zuzi ZOO.
Maleńka Zuzia chyba teraz rozpoznaje tylko kolorowe plamy, ale mam nadzieję, że gdy trochę podrośnie, to podzieli mój zachwyt nad radosnymi zwierzakami. Oczywiście troch zmodyfikowałam projekt, jest nieco mniej zwierzątek ale za to przyszyłam imię Zuzi - to prezent na jej chrzciny.
Zrobiłam aplikacje z podwijanymi brzegami i nie używałam flizeliny dwustronnie przylepnej, bo chciałam żeby kołderka wytrzymywała częste prania ale była też mięciutka i miła do przytulania.
Jak przy każdej pracy, przy tej też, spotkały mnie przygody z cyklu "już nigdy w życiu....".
Już nigdy w życiu nie kupię do szycia patchworków tkaniny o splocie satynowym, zwłaszcza jak będę przyszywać aplikacje wzorem podobnym do grabi. Delikatny splot tkaniny w połączeniu z bardzo gęstym ściegiem, dały mi się we znaki zwłaszcza, gdy potrzebowałam coś spruć.
Już nigdy nie wrzucę do pralki nowych materiałów do dekatyzacji, bez ich wcześniejszego dokładnego obejrzenia. Okazało się, że na kilku jasnych tkaninach, które kupiłam w warszawskiej "Elce" były przyklejone malutkie kolorowe karteczki chyba z cenami, które sprały się częściowo ale zdążyły zafarbować materiały na tyle delikatnie, że nie zauważyłam tego przy sztucznym świetle ale za to plamy były były widoczne przy świetle dziennym na spodzie kołderki, gdy rano przyszywałam do niej lamówki.
Trzecie "już nigdy" to jest refren, który powtarzam sobie i swoim uczennicom, ale jak widać jestem odporna na taką wiedzę dlatego napiszę to literami drukowanymi - JUŻ NIGDY NIE WEZMĘ DO POWAŻNEGO PROJEKTU ŻADNYCH TKANIN BEZ DOKŁADNEGO OBEJRZENIA ICH W SŁOŃCU!
Po tej pokaźnej porcji kajania się muszę Wam powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tego patchworku. Najbardziej lubię owcę ale po piętach drepcze jej osioł.
Na zakup i transport projektu wydałam trochę ponad 40 $. Przesyłka przyszła w kilka dni i byłam zaskoczona, jak dokładnie jest w nim wszystko opisane. To bardzo ułatwiało pracę.
A tak wygląda moje - Zuzi ZOO.
poniedziałek, 6 października 2014
Zaproszenie do międzynarodowego projektu "Skąd pochodzisz? Historia w blokach. Bloki i ich historia."
Zostałam zaproszona do nowego międzynarodowego
projektu patchworkowego. Quilt around the World to akcja, która ma na celu
odkrywanie i zbieranie unikalnych projektów patchowrkowych i quiltowych pod
hasłem: „Where do you come from? Stories as blocks. Blocks and their (hi)story” (Skąd pochodzisz? Historia
w blokach. Bloki i ich historia.) Jak piszą twórcy Quilt around the Word „poszukiwane
są lokalne, regionalne lub narodowe motywy, wzory, ozdoby folklorystyczne, ozdoby
architektoniczne, kulturowe, duchowe i przyrodnicze. Pradawne i współczesne
symbole inspirowane regionem, z którego pochodzicie, do którego lubicie
podróżować lub w którym obecnie mieszkacie, na nowo przetworzone i
zinterpretowane w postaci patchworkowych bloków.” Wszystkie wzory będą opublikowane
wraz z towarzyszącymi im historiami o inspiracji i instrukcjami wykonania w
książce roboczo zatytułowanej „Patterns around the Word”. Zyski ze sprzedaży
książki zasilą konto UNICEF. Ponadto wszystkie wykonane bloki złożą się na
jeden wielki quilt, który będzie podróżował po całym świecie. Uczestnicy akcji
mogą wygrać również ciekawe nagrody.
Udział w projekcie jest bezpłatny. Nie trzeba być
członkiem Quilt around the Word, by wziąć udział w tej akcji. Ostateczny termin
wysyłania prac mija 28 lutego 2015 roku.
Wszystkie szczegóły dotyczącego projektu
znajdziecie pod adresem:
http://www.quilt-around-the-world.com/en/content/where-do-you-come.
Pisałam już o tym na blogu Szkoły Patchworku, na adres której przysłano to zaproszenie, ale piszę o tym jeszcze raz na swoim blogu, bo chciałabym, żeby ta informacja dotarła do jak najszerszego grona quilterek. Przekażcie ją proszę swoim koleżankom i startujmy razem :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















